Denove mi devis doni al instruistino alĝustigon kaj korekton. Feliĉe hieraŭ mi tion preparis kaj hodiaŭ mi finis, kvankam kelkajn informojn mankis, ĉar mi tion tiel prokrastis, ke mi jam ne povis trovi bezonatajn librojn. Simile dum komputilaj lecionoj - mi ne finis enpaĝigon de libro, sed mi povas poste sendi pretan dosieron al gvidanto de kurso. Tamen mi gajnis pluson, ĉar mi akiris 96 puentoj en ludo pri tipografio (pli precize pri "kerning", sed mi ne scias, kiel esprimi tion esperante, pole tio ankaŭ nomiĝas "kerning"). Se vi volas, vi ankaŭ povas ludi ĉi tie: Tipografia ludo
Poste mi renkontiĝis kun amikino, ni promenis ĉirkaŭ urboplaco kaj manĝis glaciaĵojn. Se temas pri amikoj, dimanĉe mi vojaĝis per trajno kun mia ekskunlaboranto. Mi ne memoras, kiam mi vidis lin lastatempe. Li rakontis al mi pri sia laboro en Meksiko kaj Germanio. Li eĉ montri al mi fotojn el Meksiko, ĉar li havis tekkomputilon. Ni plendis je niaj estrinoj, laboro ktp. Tempo pasis tiel rapide, ke ni eĉ ne rimarkis, kiam ni atingis Vroclavon. Tre interesa hazarda renkontiĝo.
Znowu musiałam oddać prowadzącej adiustację i korektę. Szczęśliwie wczoraj to przygotowałam i dzisiaj skończyłam, chociaż kilku informacji zabrakło, bo jak zwykle wzięłam się za to na ostatnią chwilę, kiedy nie mogłam już znaleźć potrzebnych książek. Podobnie na zajęciach komputerowych - nie skończyłam składu książki, ale mogę później przesłać gotowy plik prowadzącemu. Zdobyłam jednak plusa, bo uzyskałam 96 punktów w grze o typografii (a dokładniej o kerningu). Można w nią zagrać na tej stronie: Gra typograficzna
Później spotkałam się z przyjaciółką, spacerowałyśmy w okolicach rynku i jadłyśmy lody. Jeśli chodzi o znajomych, w niedzielę jechałam pociągiem z moim byłym współpracownikiem (info dla D. - chodzi o M.W., gdybyś miała wątpliwości:)). Nie pamiętam, kiedy widzieliśmy się po raz ostatni. Opowiedział mi o swojej pracy w Meksyku i w Niemczech. Nawet pokazał mi zdjęcia z tego Meksyku, bo miał ze sobą komputer. Narzekaliśmy na nasze szefowe, pracę itp. Czas minął tak szybko, że nawet nie zauważyliśmy, kiedy znaleźliśmy się we Wrocławiu. Bardzo interesujące przypadkowe spotkanie.
wtorek, 14 maja 2013
sobota, 11 maja 2013
Promenoj
Lastaj tagoj mi pasigis ĉefe kun amikino. Unue ni iris al parko, kie ni sidis apud lageto kaj parolis. Poste iomete hazarde ni decidis plilongigi nian promenon kaj trovi tombejon de sovietaj soldatoj. Tie mi ekaŭdis familian historion de mia amikino pri ŝiaj rusaj radikoj. Dum sekva tago ni iris kune aĉeti ŝuojn por nupto. Nur mi sukcesis ilin aĉeti, ĉar amikino preferis antaŭe helpi al mi, ĉar mi havis pli grandan problemon pro nekutimaj koloroj de robo. Ŝi poste sole pli facile trovos siajn ŝuojn. Vespere ni iris al koncerto en mia laborejo, estis tre agrable kaj interese. Malsupre foto el parko, kie ni sidis:
PS. Ekde kelkaj tagoj mi havas problemon kun aldonado de fotoj (temas ĉefe pri alia blogo, kie ĉiuj notoj enhavas bildojn). Tio daŭras tro longe. Pro tio mi havas multe da fotoj, kiuj atendas en vico kaj mi ne volas pasigi tutan tagon ĉe blogo pro malrapideco de sistemo.
Ostatnie dni spędziłam przede wszystkim z przyjaciółką. Najpierw poszłyśmy do parku, gdzie siedziałyśmy nad stawem i rozmawiałyśmy. Później dość przypadkowo zdecydowałyśmy się przedłużyć nasz spacer i znaleźć cmentarz żołnierzy radzieckich. Tu usłyszałam historię rodziny mojej przyjaciółki o jej rosyjskich korzeniach. Następnego dnia poszłyśmy razem kupować buty na ślub. Tylko mi udało się je kupić, przyjaciółka wolała najpierw mi pomóc, bo miałam większy problem ze względu na nietypowe kolory sukienki. Ona później sama łatwiej znajdzie sobie buty. Wieczorem poszłyśmy na koncert do mnie do pracy, było bardzo przyjemnie i interesująco. Powyżej zdjęcie z parku, gdzie siedziałyśmy:
PS. Od kilku dni mam problem z dodawaniem zdjęć (chodzi przede wszystkim o inny blog, gdzie wszystkie notki zawierają obrazki). Trwa to zbyt długo. Z tego powodu mam dużo zdjęć, które czekają w kolejce a ja nie chcę spędzać całego dnia nad blogiem ze względu na powolność systemu.
PS. Ekde kelkaj tagoj mi havas problemon kun aldonado de fotoj (temas ĉefe pri alia blogo, kie ĉiuj notoj enhavas bildojn). Tio daŭras tro longe. Pro tio mi havas multe da fotoj, kiuj atendas en vico kaj mi ne volas pasigi tutan tagon ĉe blogo pro malrapideco de sistemo.
Ostatnie dni spędziłam przede wszystkim z przyjaciółką. Najpierw poszłyśmy do parku, gdzie siedziałyśmy nad stawem i rozmawiałyśmy. Później dość przypadkowo zdecydowałyśmy się przedłużyć nasz spacer i znaleźć cmentarz żołnierzy radzieckich. Tu usłyszałam historię rodziny mojej przyjaciółki o jej rosyjskich korzeniach. Następnego dnia poszłyśmy razem kupować buty na ślub. Tylko mi udało się je kupić, przyjaciółka wolała najpierw mi pomóc, bo miałam większy problem ze względu na nietypowe kolory sukienki. Ona później sama łatwiej znajdzie sobie buty. Wieczorem poszłyśmy na koncert do mnie do pracy, było bardzo przyjemnie i interesująco. Powyżej zdjęcie z parku, gdzie siedziałyśmy:
PS. Od kilku dni mam problem z dodawaniem zdjęć (chodzi przede wszystkim o inny blog, gdzie wszystkie notki zawierają obrazki). Trwa to zbyt długo. Z tego powodu mam dużo zdjęć, które czekają w kolejce a ja nie chcę spędzać całego dnia nad blogiem ze względu na powolność systemu.
środa, 8 maja 2013
Surstrata ĵonglado
Nekredeble, ke mi denove miksis horojn de prelego. Hodiaŭ anstataŭ je 10:15 mi venis je 10:45, do mi eĉ ne eniris, ĉar mi ne volis interrompi. Tamen mi faris aliajn gravajn aferojn, nome mi redonis librojn al biblioteko, kontrolis kiam funkcias komputilĉambro (mi ne certas, ĉu vorto estas ĝusta, temas pri loko en universiteto, kie stalas multe da komputiloj, kiuj povas uzi studentoj kaj kie ankaŭ okazas leciojn kun tiuj komputiloj, pole tio nomiĝas "pracownia komputerowa"), vizitis mian estrino por doni al ŝi mian kvitancon kontaŭ lasta mono (ŝi malestis, sed mi lasis kvitancon ĉe alia persono) kaj mi reprenis menditan libron el librovendejo.
Libro nomiĝas "Mondo de reĝo Arturo. Maladie", verkis ĝin Andrzej Sapkowki, aŭtoro de fantasiaj libroj pri Geralto el Rivio. Mi jam ĝin legis longe, longe antaŭe, verŝajne kiam mi estis en gimnazio, preskaŭ nenion mi memoras. Sed mi povis ĝin mendi per iomete stranga metodo (mi ne uzis propran monon), do mi tiel faris. Nun mi ĝin ne legos, ĉar mi ankoraŭ ne finis "Militon kaj pacon" de Tolstoj (mi tralegis du volumoj, restis ankoraŭ du) kaj en vico atendas kelkaj aliaj librojn.
Kio pri ĵonglado? Kiam mi iris al estrino, mi rimarkis junulon kurantan inter aŭtomobiloj starantaj je ruĝa lumo. Li havis nigran ĉapelon kaj tri blankajn keglojn. Post momento trafiklumoj ŝanĝiĝis, aŭtomobiloj forveturis. Junulo eliris el strato kaj per trotuaro revenis al sia loko apud semaforoj. Kiam denove komencis ruĝa lumo, li staris surstrate antaŭ ĉiuj starantaj aŭtomobiloj kaj komencis ĵongli. Li faris tion sufiĉe bone. Poste li prenis ĉapelon kaj trakuris inter ŝoforoj por kolekti monon. Miris min, ke homoj enĵetis ion en lia ĉapelo. Verŝajne ili aprecis lian kreemon. Mi neniam vidis ion similan, nur de tempo al tempo malĝentilajn knabojn altrudantajn sin kaj lavantajn vitron sen permeso de ŝoforistoj.
Kaj mi vidis tiun ĵongliston ĉirkaŭ tagmezo, estis tre varmege, por mi estis malfacile eĉ 5 minutoj elteni en tia suno. Por li devis esti eĉ pli malbone, li devis ankaŭ kuri, ĵongli, salti ktp. Mi pensas, ke tio estas bono solvo por gajni iom da mono, simile kiel publika gitarludo aŭ kantado. Pli bone, kiam iu almenaŭ iomete penas montri ion al homoj, interesigi ilin pri sia talento. Mi scias, ke tiu homo devis dediĉi iom da tempo por eklerni gitarludadon, ĵongladon. Tio ne estas facila afero, mi mem provis kaj ne sukcesis. Mi ne ŝatas, kiam venas homoj kaj almozpetas. Mi ne donas al ili monon, ĉar mi scias, ke almozpetado estas por ili profesio kaj iuj povas gajni eĉ pli multe ol normale laborantaj homoj. Eble ne ĉiuj trompas, tamen malfacile estas diveni, kiu vere bezonas helpon.
Niewiarygodne, że znowu pomyliłam godziny wykładu. Dzisiaj zamiast o 10:15 przyszłam o 10:45, więc nawet nie wchodziłam, bo nie chciałam przeszkadzać. Ale za to załatwiłam kilka innych ważnych spraw, mianowicie oddałam książki do biblioteki, sprawdziłam godziny otwarcia pracowni komputerowej, zaniosłam szefowej rachunek za poprzedni miesiąc (nie było jej, ale zostawiłam rachunek u kogoś innego) i odebrałam zamówienie z księgarni.
Książka to "Świat króla Artura. Maladie" Sapkowskiego. Czytałam ją już dawno, dawno temu, chyba w gimnazjum, prawie nic już nie pamiętam. Ale mogłam ją zamówić w dość dziwny sposób (nie używając własnych pieniędzy), więc skorzystałam z okazji. Teraz raczej jej nie przeczytam, bo jeszcze nie skończyłam "Wojny i pokoju" Tołstoja (przeczytałam dopiero dwa tomy z czterech), a w kolejce czeka jeszcze kilka innych książek.
A co z żonglowaniem? Kiedy szłam do szefowej, zauważyłam młodego chłopaka biegającego między samochodami stojącymi na czerwonym świetle. Miał ze sobą czarny kapelusz i trzy białe kręgle. Po chwili światła się zmieniły, samochody odjechały. Chłopak zszedł z ulicy i chodnikiem wrócić na swoje miejsce pod światłami. Kiedy znowu zaświeciło czerwone, stanął przed wszystkimi stojącymi autami i zaczął żonglować. Robił to całkiem dobrze. Później wziął kapelusz i przebiegł między kierowcami, żeby pozbierać pieniądze. Zdziwiło mnie, że sporo osób wrzuciło mu coś do kapelusza. Najwyraźniej docenili jego kreatywność. Nigdy nie widziałam czegoś podobnego, czasem tylko niemiłych nachalnych chłopaków myjących szyby bez pozwolenia kierowców.
A tego żonglera widziałam około południa, było bardzo upalnie, trudno było mi wytrzymać w takim słońcu nawet 5 minut. Jemu było pewnie jeszcze gorzej, bo musiał biegać, żonglować, skakać itp. Myślę, że to dobry sposób, żeby sobie dorobić, podobnie jak uliczne grywanie na gitarze czy śpiewanie. Lepiej, jeśli ktoś stara się chociaż trochę coś ludziom zademonstrować, zainteresować swoim talentem. Wiem, że taki człowiek musiał poświęcić ileś czasu na naukę gry na gitarze, żonglerkę. To nie jest łatwe, sama próbowałam i mi nie wychodziło. Nie lubię, kiedy podchodzą do mnie żebracy. Nie daję im pieniędzy, bo wiem, że dla nich żebractwo jest zawodem i czasem zarabiają nawet więcej niż normalnie pracujący ludzie. Może nie wszyscy oszukują, ale trudno zgadnąć, kto naprawdę potrzebuje pieniędzy.
Libro nomiĝas "Mondo de reĝo Arturo. Maladie", verkis ĝin Andrzej Sapkowki, aŭtoro de fantasiaj libroj pri Geralto el Rivio. Mi jam ĝin legis longe, longe antaŭe, verŝajne kiam mi estis en gimnazio, preskaŭ nenion mi memoras. Sed mi povis ĝin mendi per iomete stranga metodo (mi ne uzis propran monon), do mi tiel faris. Nun mi ĝin ne legos, ĉar mi ankoraŭ ne finis "Militon kaj pacon" de Tolstoj (mi tralegis du volumoj, restis ankoraŭ du) kaj en vico atendas kelkaj aliaj librojn.
Kio pri ĵonglado? Kiam mi iris al estrino, mi rimarkis junulon kurantan inter aŭtomobiloj starantaj je ruĝa lumo. Li havis nigran ĉapelon kaj tri blankajn keglojn. Post momento trafiklumoj ŝanĝiĝis, aŭtomobiloj forveturis. Junulo eliris el strato kaj per trotuaro revenis al sia loko apud semaforoj. Kiam denove komencis ruĝa lumo, li staris surstrate antaŭ ĉiuj starantaj aŭtomobiloj kaj komencis ĵongli. Li faris tion sufiĉe bone. Poste li prenis ĉapelon kaj trakuris inter ŝoforoj por kolekti monon. Miris min, ke homoj enĵetis ion en lia ĉapelo. Verŝajne ili aprecis lian kreemon. Mi neniam vidis ion similan, nur de tempo al tempo malĝentilajn knabojn altrudantajn sin kaj lavantajn vitron sen permeso de ŝoforistoj.
Kaj mi vidis tiun ĵongliston ĉirkaŭ tagmezo, estis tre varmege, por mi estis malfacile eĉ 5 minutoj elteni en tia suno. Por li devis esti eĉ pli malbone, li devis ankaŭ kuri, ĵongli, salti ktp. Mi pensas, ke tio estas bono solvo por gajni iom da mono, simile kiel publika gitarludo aŭ kantado. Pli bone, kiam iu almenaŭ iomete penas montri ion al homoj, interesigi ilin pri sia talento. Mi scias, ke tiu homo devis dediĉi iom da tempo por eklerni gitarludadon, ĵongladon. Tio ne estas facila afero, mi mem provis kaj ne sukcesis. Mi ne ŝatas, kiam venas homoj kaj almozpetas. Mi ne donas al ili monon, ĉar mi scias, ke almozpetado estas por ili profesio kaj iuj povas gajni eĉ pli multe ol normale laborantaj homoj. Eble ne ĉiuj trompas, tamen malfacile estas diveni, kiu vere bezonas helpon.
Niewiarygodne, że znowu pomyliłam godziny wykładu. Dzisiaj zamiast o 10:15 przyszłam o 10:45, więc nawet nie wchodziłam, bo nie chciałam przeszkadzać. Ale za to załatwiłam kilka innych ważnych spraw, mianowicie oddałam książki do biblioteki, sprawdziłam godziny otwarcia pracowni komputerowej, zaniosłam szefowej rachunek za poprzedni miesiąc (nie było jej, ale zostawiłam rachunek u kogoś innego) i odebrałam zamówienie z księgarni.
Książka to "Świat króla Artura. Maladie" Sapkowskiego. Czytałam ją już dawno, dawno temu, chyba w gimnazjum, prawie nic już nie pamiętam. Ale mogłam ją zamówić w dość dziwny sposób (nie używając własnych pieniędzy), więc skorzystałam z okazji. Teraz raczej jej nie przeczytam, bo jeszcze nie skończyłam "Wojny i pokoju" Tołstoja (przeczytałam dopiero dwa tomy z czterech), a w kolejce czeka jeszcze kilka innych książek.
A co z żonglowaniem? Kiedy szłam do szefowej, zauważyłam młodego chłopaka biegającego między samochodami stojącymi na czerwonym świetle. Miał ze sobą czarny kapelusz i trzy białe kręgle. Po chwili światła się zmieniły, samochody odjechały. Chłopak zszedł z ulicy i chodnikiem wrócić na swoje miejsce pod światłami. Kiedy znowu zaświeciło czerwone, stanął przed wszystkimi stojącymi autami i zaczął żonglować. Robił to całkiem dobrze. Później wziął kapelusz i przebiegł między kierowcami, żeby pozbierać pieniądze. Zdziwiło mnie, że sporo osób wrzuciło mu coś do kapelusza. Najwyraźniej docenili jego kreatywność. Nigdy nie widziałam czegoś podobnego, czasem tylko niemiłych nachalnych chłopaków myjących szyby bez pozwolenia kierowców.
A tego żonglera widziałam około południa, było bardzo upalnie, trudno było mi wytrzymać w takim słońcu nawet 5 minut. Jemu było pewnie jeszcze gorzej, bo musiał biegać, żonglować, skakać itp. Myślę, że to dobry sposób, żeby sobie dorobić, podobnie jak uliczne grywanie na gitarze czy śpiewanie. Lepiej, jeśli ktoś stara się chociaż trochę coś ludziom zademonstrować, zainteresować swoim talentem. Wiem, że taki człowiek musiał poświęcić ileś czasu na naukę gry na gitarze, żonglerkę. To nie jest łatwe, sama próbowałam i mi nie wychodziło. Nie lubię, kiedy podchodzą do mnie żebracy. Nie daję im pieniędzy, bo wiem, że dla nich żebractwo jest zawodem i czasem zarabiają nawet więcej niż normalnie pracujący ludzie. Może nie wszyscy oszukują, ale trudno zgadnąć, kto naprawdę potrzebuje pieniędzy.
poniedziałek, 6 maja 2013
Vulpo kaj leporoj
Matene telefonis al mi estrino. Ŝi serĉis iu, kiu povus labori je 11 horo. Mi estis en alia urbo, do mi ne povis entute, eĉ se mi volis. Poste estis sama situacio, cxar estrino de mia e-klubo volis renkontigxi por priparoli gravajn aferojn. Mi respondis, ke mi ne povas, cxar mi malestas en urbo.
Vespere mi veturis al Vroclavo. En trajno konduktoro eltrajnigis perforte pasagxeron, cxar li havis nek bileton, nek monon, nek dokumentojn ktp.
Dumvoje mi admiris belegajn printempajn pejzagxojn, verdajn kampojn kaj florantajn arbojn. Mi rimarkis ankaux kelkajn kapreolojn, du leporoj kaj unu vulpo.
Kaj se temas pri universitato kaj aliaj aferoj, mi estas "en pugejo", alinome nenie. Kutime mi kaj miaj amikoj uzis en nia slango frazon "en pugejo" kiel polismo (malpreciza traduko de pola vorto "zadupie") en iomete alia senco, kiam ni ekzemple perdigxis ktp. Supre mi uzis gxin en alia senco, gxi signifas, ke situacio estas senespera kaj tre malbona. Mi esperas, ke senco estos komprenebla por ne poloj.
Eble ankoraux unu vorto pri maldekstramaneco, cxar hodiaux mi legis cxe ia pagxaro, ke maldekstramanuloj devus senti sin tute normalaj, normale labori ktp. Mi scivolemas, cxu auxtoro de tiu cxi artikolo sentas sin nenormala pro tio, ke li/sxi estas dekstramanulo? Aux cxu li/sxi pro tio ne povas normale labori? Eble li/sxi simple ne pripensis bone, kion skribas. Aux neniam vidis maldestramanulojn. Mi estas maldektramanulino kaj mi tre gxojas pro tio. Kompreneble estas avantagxoj kaj malavantagxoj de tia situacio, sed por mi ne estas problemo, ke mi estas iomete alia ol plimulto da homoj. Dank' al tio pli facile estas por mi kompreni aliajn homoj kaj de tempo al tempo okazas ridindaj situacioj. Kaj kiel mi jam pruvis, mi scipovas skribi en spegula kontrauxfrapo:) Rigardu tien: http://www.idealistino.blogspot.com/2012/08/maldekstramaneco.html
Rano dzwoniła do mnie szefowa. Szukała kogoś, kto przyjdzie na 11 do pracy. Byłam w innym mieście, więc zupełnie nie mogłam, nawet gdybym chciała. Później sytuacja była podobna, bo przewodnicząca mojego klubu esperanckiego chciała spotkać się, żeby omówić ważne sprawy. Odpowiedziałam, że nie mogę, bo nie ma mnie w mieście.
Wieczorem pojechałam do Wrocławia. W pociągu konduktor wywalił siłą pasażera na gapę, bo nie miał ani biletu, ani pieniędzy, ani dokumentów itp.
Po drodze podziwiałam piękne wiosenne krajobrazy, zielone pola i kwitnące drzewa. Zauważyłam też kilka saren, dwa zające i jednego lisa.
Jeśli chodzi o uczelnię i tym podobne rzeczy, to jestem w lesie, mówiąc inaczej - w czarnej dupie. Wyżej napisałam kilka słów tłumaczenia polizmu, którego użyłam, aby oddać polskie wyrażenie "być w czarnej dupie" oraz "zadupie", bo wydaje mi się, że może być to niezrozumiałe dla cudzoziemców. Chociaż nie wiem, czy cokolwiek tym moim mętnym wywodem wyjaśniłam:)
Może jeszcze słówko, jeśli chodzi o leworęczność, bo dzisiaj przeczytałam na jakiejś stronie, że leworęczni powinni czuć się zupełnie normalni, normalnie pracować itp. Ciekawe, czy autor tego artykułu czuje się nienormalny, dlatego że jest praworęczny/a? Albo nie może z tego powodu normalnie pracować? Może po prostu ten ktoś nie przemyślał do końca, co pisze. Albo nigdy nie widział leworęcznych. Jestem leworęczna i bardzo się z tego cieszę. Oczywiście są zalety i wady takiej sytuacji, ale nie jest dla mnie problemem, że jestem trochę inna niż większość ludzi. Dzięki temu łatwiej mi zrozumieć innych ludzi i od czasu do czasu zdarzają się też zabawne sytuacje. No i jak już udowodniłam wcześniej, umiem pisać w odbiciu lustrzanym:) Zobacz tutaj: http://www.idealistino.blogspot.com/2012/08/maldekstramaneco.html
Vespere mi veturis al Vroclavo. En trajno konduktoro eltrajnigis perforte pasagxeron, cxar li havis nek bileton, nek monon, nek dokumentojn ktp.
Dumvoje mi admiris belegajn printempajn pejzagxojn, verdajn kampojn kaj florantajn arbojn. Mi rimarkis ankaux kelkajn kapreolojn, du leporoj kaj unu vulpo.
Kaj se temas pri universitato kaj aliaj aferoj, mi estas "en pugejo", alinome nenie. Kutime mi kaj miaj amikoj uzis en nia slango frazon "en pugejo" kiel polismo (malpreciza traduko de pola vorto "zadupie") en iomete alia senco, kiam ni ekzemple perdigxis ktp. Supre mi uzis gxin en alia senco, gxi signifas, ke situacio estas senespera kaj tre malbona. Mi esperas, ke senco estos komprenebla por ne poloj.
Eble ankoraux unu vorto pri maldekstramaneco, cxar hodiaux mi legis cxe ia pagxaro, ke maldekstramanuloj devus senti sin tute normalaj, normale labori ktp. Mi scivolemas, cxu auxtoro de tiu cxi artikolo sentas sin nenormala pro tio, ke li/sxi estas dekstramanulo? Aux cxu li/sxi pro tio ne povas normale labori? Eble li/sxi simple ne pripensis bone, kion skribas. Aux neniam vidis maldestramanulojn. Mi estas maldektramanulino kaj mi tre gxojas pro tio. Kompreneble estas avantagxoj kaj malavantagxoj de tia situacio, sed por mi ne estas problemo, ke mi estas iomete alia ol plimulto da homoj. Dank' al tio pli facile estas por mi kompreni aliajn homoj kaj de tempo al tempo okazas ridindaj situacioj. Kaj kiel mi jam pruvis, mi scipovas skribi en spegula kontrauxfrapo:) Rigardu tien: http://www.idealistino.blogspot.com/2012/08/maldekstramaneco.html
Rano dzwoniła do mnie szefowa. Szukała kogoś, kto przyjdzie na 11 do pracy. Byłam w innym mieście, więc zupełnie nie mogłam, nawet gdybym chciała. Później sytuacja była podobna, bo przewodnicząca mojego klubu esperanckiego chciała spotkać się, żeby omówić ważne sprawy. Odpowiedziałam, że nie mogę, bo nie ma mnie w mieście.
Wieczorem pojechałam do Wrocławia. W pociągu konduktor wywalił siłą pasażera na gapę, bo nie miał ani biletu, ani pieniędzy, ani dokumentów itp.
Po drodze podziwiałam piękne wiosenne krajobrazy, zielone pola i kwitnące drzewa. Zauważyłam też kilka saren, dwa zające i jednego lisa.
Jeśli chodzi o uczelnię i tym podobne rzeczy, to jestem w lesie, mówiąc inaczej - w czarnej dupie. Wyżej napisałam kilka słów tłumaczenia polizmu, którego użyłam, aby oddać polskie wyrażenie "być w czarnej dupie" oraz "zadupie", bo wydaje mi się, że może być to niezrozumiałe dla cudzoziemców. Chociaż nie wiem, czy cokolwiek tym moim mętnym wywodem wyjaśniłam:)
Może jeszcze słówko, jeśli chodzi o leworęczność, bo dzisiaj przeczytałam na jakiejś stronie, że leworęczni powinni czuć się zupełnie normalni, normalnie pracować itp. Ciekawe, czy autor tego artykułu czuje się nienormalny, dlatego że jest praworęczny/a? Albo nie może z tego powodu normalnie pracować? Może po prostu ten ktoś nie przemyślał do końca, co pisze. Albo nigdy nie widział leworęcznych. Jestem leworęczna i bardzo się z tego cieszę. Oczywiście są zalety i wady takiej sytuacji, ale nie jest dla mnie problemem, że jestem trochę inna niż większość ludzi. Dzięki temu łatwiej mi zrozumieć innych ludzi i od czasu do czasu zdarzają się też zabawne sytuacje. No i jak już udowodniłam wcześniej, umiem pisać w odbiciu lustrzanym:) Zobacz tutaj: http://www.idealistino.blogspot.com/2012/08/maldekstramaneco.html
sobota, 4 maja 2013
Majfesto
Dum tuta semajno pluvetis kaj estis nebulo. Nur hodiaŭ aperis suno. Anstataŭ fari ion utilan dum tiu longa festa semajno (en Pollando 1 kaj 3 de majo estas festoj, pole nomataj "majówka", eble esperanta versio povas esti "majfesto"), mi kiel ĉiam faris nenion. Mi eĉ speciale restis hejme anstataŭ veturi iel, kiel mi ĉiam faris. Tio ne helpis. Eble mi finfine mi faros ion utilan, ĉar jam ne estas multe da tempo.
Merkede mi renkontiĝis kun amikinoj, ni parolis pri multaj aferoj. Ni kompreneble ankaŭ babilis pri someraj ferioj. Mi ankoraŭ ne havas certajn planojn, nur kelkaj ideoj, proponoj kaj devoj. Mi devas iel konkordigi ĉion, ĉar ferioj estas mallongaj kaj miaj monoj estas limigitaj. Ni ekvidos, kio estos finfine.
Przez cały tydzień kropiło i było mgliście. Dopiero dzisiaj pojawiło się słońce. Zamiast zrobić coś pożytycznego podczas majówki, jak zwykle nie zrobiłam nic. Nawet specjalnie zostałam w domu zamiast wyjechać gdzieś jak zwykle. Nie pomogło. Może wreszcie coś zrobię, bo zostało nie wiele czasu.
W środę spotkałam się z przyjaciółkami, rozmawiałyśmy o wielu sprawach. Oczywiście rozmowa zeszła również na wakacje. Jeszcze nie mam pewnych planów, tylko kilka pomysłów, propozycji i obowiązków. Muszę to wszystko jakoś pogodzić, bo wakacje są krótkie i moje fundusze ograniczone. Zobaczymy, co będzie.
Merkede mi renkontiĝis kun amikinoj, ni parolis pri multaj aferoj. Ni kompreneble ankaŭ babilis pri someraj ferioj. Mi ankoraŭ ne havas certajn planojn, nur kelkaj ideoj, proponoj kaj devoj. Mi devas iel konkordigi ĉion, ĉar ferioj estas mallongaj kaj miaj monoj estas limigitaj. Ni ekvidos, kio estos finfine.
Przez cały tydzień kropiło i było mgliście. Dopiero dzisiaj pojawiło się słońce. Zamiast zrobić coś pożytycznego podczas majówki, jak zwykle nie zrobiłam nic. Nawet specjalnie zostałam w domu zamiast wyjechać gdzieś jak zwykle. Nie pomogło. Może wreszcie coś zrobię, bo zostało nie wiele czasu.
W środę spotkałam się z przyjaciółkami, rozmawiałyśmy o wielu sprawach. Oczywiście rozmowa zeszła również na wakacje. Jeszcze nie mam pewnych planów, tylko kilka pomysłów, propozycji i obowiązków. Muszę to wszystko jakoś pogodzić, bo wakacje są krótkie i moje fundusze ograniczone. Zobaczymy, co będzie.
czwartek, 2 maja 2013
Nova robo
Gepatroj hodiaŭ veturigis min aĉeti robon. Mi bezonas ĝin, ĉar amikino invitis min al sia geedziĝo en junio. Problemo estas tia, ke mi neniam partoprenis geedziĝon aŭ nupton (eble mi iam skribis pri tio ĉi tie, okaze de interŝanĝo kun rusoj el Kaliningrado), do mi nenion scias pri tio (nur iomete mi vidis en filmoj, sed ĉiuj scias, ke televido mensogas, do mi plu ne scias, kiel vera geedziĝo aspektas, eble tio dependas de fianciĝintoj kaj iliaj familioj). Mi nur iam hazarde dum somerferioj partoprenis en parto de litova geedziĝo. Sed ĝi aspektas alie ol pola, tradicioj estas iomete malsamaj (similaj, sed estas diferencoj).
Kaj eĉ pli granda problemo estas tia, ke lastfoje mi surhavis robon, kiam mi estis eble 4-5 jara. Poste mi ĉiam vestis sin en pantalonoj, de tempo al tempo en jupoj, sed tre malofte. Kaj mi entute ne scipovas iri en ŝuoj kun kalkanumoj. Tio estas por mi koŝmaro. Mia robo estas en nekutimaj koloroj, do estas malfacile trovi iaj ajn konformaj ŝuoj. Se mi iajn finfine trovos, estas granda ŝanco, ke ili estos kun kalkanumoj. Unuflanke mi ĝojas, ke mia amikino min invitis, sed aliflanke tio kaŭzis multe da malfacilaĵoj. Aŭ almenaj grandaj ŝangoj. Eble mi komencos nun aĉeti novajn robojn kaj uzi ilin ĉiutage:)
Rodzice pojechali dzisiaj ze mną na zakupy, żeby znaleźć jakąś sukienkę. Potrzebuję jej, bo koleżanka zaprosiła mnie na swój ślub w czerwcu. Problem polega na tym, że nigdy nie byłam na ślubie ani weselu (kiedyś chyba tu o tym pisałam przy okazji wymiany z Rosjanami z Kaliningradu), więc nic na ten temat nie wiem (trochę widziałam na filmach, ale jak mówi sławne powiedzenie: "Telewizja kłamie", więc dalej nie wiem, jak wygląda prawdziwe wesele, może to zależy od państwa młodych i ich rodzin). Tylko przypadkiem w czasie wakacji parę lat temu częściowo byłam świadkiem litewskiego ślubu. Ale wygląda on inaczej niż polski, tradycje nie są identyczne (są podobne, ale widać też różnice).
A jeszcze większym problemem jest to, że ostatni raz miałam na sobie sukienkę, kiedy miałam jakieś 4-5 lat. Później zawsze chodziłam w spodniach, czasem w spódnicach, ale rzadko. I w ogóle nie potrafię chodzić na obcasach. To jest dla mnie koszmar. Sukienka jest w dość nietypowym zestawieniu kolorystycznym, więc trudno będzie znaleźć jakiekolwiek pasujące buty. Jeśli jakieś w końcu znajdę, jest spora szansa, że będą na obcasach. Z jednej strony cieszę się, że koleżanka mnie zaprosiła, ale z drugiej strony powoduje to mnóstwo komplikacji. A przynajmniej dużych zmian. Może zacznę teraz kupować nowe sukienki i nosić je codziennie:)
Kaj eĉ pli granda problemo estas tia, ke lastfoje mi surhavis robon, kiam mi estis eble 4-5 jara. Poste mi ĉiam vestis sin en pantalonoj, de tempo al tempo en jupoj, sed tre malofte. Kaj mi entute ne scipovas iri en ŝuoj kun kalkanumoj. Tio estas por mi koŝmaro. Mia robo estas en nekutimaj koloroj, do estas malfacile trovi iaj ajn konformaj ŝuoj. Se mi iajn finfine trovos, estas granda ŝanco, ke ili estos kun kalkanumoj. Unuflanke mi ĝojas, ke mia amikino min invitis, sed aliflanke tio kaŭzis multe da malfacilaĵoj. Aŭ almenaj grandaj ŝangoj. Eble mi komencos nun aĉeti novajn robojn kaj uzi ilin ĉiutage:)
Rodzice pojechali dzisiaj ze mną na zakupy, żeby znaleźć jakąś sukienkę. Potrzebuję jej, bo koleżanka zaprosiła mnie na swój ślub w czerwcu. Problem polega na tym, że nigdy nie byłam na ślubie ani weselu (kiedyś chyba tu o tym pisałam przy okazji wymiany z Rosjanami z Kaliningradu), więc nic na ten temat nie wiem (trochę widziałam na filmach, ale jak mówi sławne powiedzenie: "Telewizja kłamie", więc dalej nie wiem, jak wygląda prawdziwe wesele, może to zależy od państwa młodych i ich rodzin). Tylko przypadkiem w czasie wakacji parę lat temu częściowo byłam świadkiem litewskiego ślubu. Ale wygląda on inaczej niż polski, tradycje nie są identyczne (są podobne, ale widać też różnice).
A jeszcze większym problemem jest to, że ostatni raz miałam na sobie sukienkę, kiedy miałam jakieś 4-5 lat. Później zawsze chodziłam w spodniach, czasem w spódnicach, ale rzadko. I w ogóle nie potrafię chodzić na obcasach. To jest dla mnie koszmar. Sukienka jest w dość nietypowym zestawieniu kolorystycznym, więc trudno będzie znaleźć jakiekolwiek pasujące buty. Jeśli jakieś w końcu znajdę, jest spora szansa, że będą na obcasach. Z jednej strony cieszę się, że koleżanka mnie zaprosiła, ale z drugiej strony powoduje to mnóstwo komplikacji. A przynajmniej dużych zmian. Może zacznę teraz kupować nowe sukienki i nosić je codziennie:)
poniedziałek, 29 kwietnia 2013
Kaŝita hundo
Lastaj tagoj estis plenaj je bestoj. Kiam mi vendrede iris al laborejo, mi rimarkis, ke antaŭ ĝi staras kaj promenas ekzotikaj bestoj, ekzemple zebroj kaj kameloj. Apude estas tutjara lunaparko, do verŝajne en somero oni havas ankaŭ bestojn. Poste dum tiu kaj sekva tago, kiam mi havis nenion interesan por fari en laborejo, mi eliris por rigardi bestojn.
Same vendrede okazis unu el la plej strangaj okazaĵoj en mia laborejo. Mi staris apud enirejo kaj mi vidis, ke junaj viro kaj virino pakas sian hundon en iu transporta ujo por bestoj (farita el materialo, facile portebla). Ili eniris kaj alproksimiĝis al kasejo. Mi pensis, ke eble ili nur por momento venis aĉeti biletojn kaj poste ekzemple veturas per aŭtomobilo kaj pro tio hundo estis ene de mana hundujo. Sed mi eraris, ĉar ili aĉetis biletojn kaj iris al koncertejo. Ili eĉ venis ene, ĉar kontrolistinoj de biletoj ne rimarkis, ke tiu viro havas kaŝitan hundon. Mi kuris malantaŭ ili por informi miajn amikinojn, ke li ne povas partopreni spektaklon, ĉar li kaŝas besto. Ili kaptis lin kaj petis foriri. La plej stranga afero estis, ke li estis mirigita, ke ni lin kaptis kaj malpermesis al li turmenti sian hundon dum duhora spektaklo. Hundo suferus fermita en malgranda ujo, en kiu ne povas moviĝi, trinki aŭ manĝi. Kaj homoj suferus, se li komencus boji dum spektaklo. Mi pensis, ke posedanto iel solvos situacion, sed li nur lasis hundon la sama ujo ĉe nia deĵorejo.
Laŭ mi jam etaj infanoj estas problemo, ĉar ili ofte ploras, krias kaj malhelpas al aliaj spektantoj. Sed mi entute ne komprenas tiun homon, kiu prenis sian hundon. Normalaj hundoj duontage sidas solaj en hejmoj, kiam posedantoj laboras kaj nenio okazas. Aŭ ili povis peti familion aŭ amikojn prizorgi ĝin dum tiuj du horoj. Sed ili elpensis, ke ili kaŝos hundon sub teatra fotelo. Tre saĝe.
Ostatnie dni były pełne zwierząt. Kiedy w piątek szłam do pracy, zauważyłam, że przed wejściem stoją i spacerują egzotyczne zwierzęta, np. zebry i wielbłądy. W pobliżu znajduje się całoroczne wesołe miasteczko, więc widocznie w lecie mają też zwierzęta. Później w czasie tego i kolejnego dnia, kiedy nie miałam nic ciekawego do roboty w pracy, wychodziłam popatrzeć sobie na zwierzęta.
W ten sam piątek byłam świadkiem jednej z najdziwniejszych sytuacji u mnie w pracy. Stałam przed wejściem i widziałam, że młodzi mężczyzna i kobieta pakują swojego psa do takiego materiałowego transportera. Weszli do środka i podeszli do kasy. Myślałam, że może przyszli tylko na moment kupić bilety, a później np. jadą samochodem, więc dlatego schowali psa do transportera. Ale myliłam się, bo kupili bilety i poszli w kierunku sali koncertowej. Nawet udało im się wejść do środka, bo kontrolerki biletów nie zauważyły, że mężczyzna niesie schowanego psa. Pobiegłam za nimi i poinformowałam koleżanki, że ten człowiek nie może brać udziału w spektaklu, bo ukrywa zwierzę. Złapały go i poprosiły o opuszczenie sali. Najdziwniejszą rzeczą dla mnie było to, że był on zdziwiony, że go złapałyśmy i nie pozwoliłyśmy mu męczyć swojego psa w czasie dwugodzinnego spektaklu. Pies męczyłby się zamknięty w małym transporterze, w którym nie mógł się ruszać, pić ani jeść. A ludzie męczyliby się, jeśli zacząłby szczekać w trakcie przedstawienia. Myślałam, że właściciel jakoś rozwiąże tę sytuację, ale on po prostu zostawił psa w tym samym transporterze na portierni.
Według mnie już małe dzieci są problemem, bo często płaczą, krzyczą i przeszkadzają innym widzom. Ale zupełnie nie rozumiem człowieka, który zabrał swojego psa. Normalne psy pół dnia siedzą same w domach, kiedy właściciele pracują i nic się nie dzieje. Albo mogli poprosić rodzinę czy przyjaciół, żeby się nim zaopiekowali przez te dwie godziny. Ale oni wymyślili sobie, że schowają psa pod teatralnym siedzeniem. Bardzo mądrze.
Same vendrede okazis unu el la plej strangaj okazaĵoj en mia laborejo. Mi staris apud enirejo kaj mi vidis, ke junaj viro kaj virino pakas sian hundon en iu transporta ujo por bestoj (farita el materialo, facile portebla). Ili eniris kaj alproksimiĝis al kasejo. Mi pensis, ke eble ili nur por momento venis aĉeti biletojn kaj poste ekzemple veturas per aŭtomobilo kaj pro tio hundo estis ene de mana hundujo. Sed mi eraris, ĉar ili aĉetis biletojn kaj iris al koncertejo. Ili eĉ venis ene, ĉar kontrolistinoj de biletoj ne rimarkis, ke tiu viro havas kaŝitan hundon. Mi kuris malantaŭ ili por informi miajn amikinojn, ke li ne povas partopreni spektaklon, ĉar li kaŝas besto. Ili kaptis lin kaj petis foriri. La plej stranga afero estis, ke li estis mirigita, ke ni lin kaptis kaj malpermesis al li turmenti sian hundon dum duhora spektaklo. Hundo suferus fermita en malgranda ujo, en kiu ne povas moviĝi, trinki aŭ manĝi. Kaj homoj suferus, se li komencus boji dum spektaklo. Mi pensis, ke posedanto iel solvos situacion, sed li nur lasis hundon la sama ujo ĉe nia deĵorejo.
Laŭ mi jam etaj infanoj estas problemo, ĉar ili ofte ploras, krias kaj malhelpas al aliaj spektantoj. Sed mi entute ne komprenas tiun homon, kiu prenis sian hundon. Normalaj hundoj duontage sidas solaj en hejmoj, kiam posedantoj laboras kaj nenio okazas. Aŭ ili povis peti familion aŭ amikojn prizorgi ĝin dum tiuj du horoj. Sed ili elpensis, ke ili kaŝos hundon sub teatra fotelo. Tre saĝe.
Ostatnie dni były pełne zwierząt. Kiedy w piątek szłam do pracy, zauważyłam, że przed wejściem stoją i spacerują egzotyczne zwierzęta, np. zebry i wielbłądy. W pobliżu znajduje się całoroczne wesołe miasteczko, więc widocznie w lecie mają też zwierzęta. Później w czasie tego i kolejnego dnia, kiedy nie miałam nic ciekawego do roboty w pracy, wychodziłam popatrzeć sobie na zwierzęta.
W ten sam piątek byłam świadkiem jednej z najdziwniejszych sytuacji u mnie w pracy. Stałam przed wejściem i widziałam, że młodzi mężczyzna i kobieta pakują swojego psa do takiego materiałowego transportera. Weszli do środka i podeszli do kasy. Myślałam, że może przyszli tylko na moment kupić bilety, a później np. jadą samochodem, więc dlatego schowali psa do transportera. Ale myliłam się, bo kupili bilety i poszli w kierunku sali koncertowej. Nawet udało im się wejść do środka, bo kontrolerki biletów nie zauważyły, że mężczyzna niesie schowanego psa. Pobiegłam za nimi i poinformowałam koleżanki, że ten człowiek nie może brać udziału w spektaklu, bo ukrywa zwierzę. Złapały go i poprosiły o opuszczenie sali. Najdziwniejszą rzeczą dla mnie było to, że był on zdziwiony, że go złapałyśmy i nie pozwoliłyśmy mu męczyć swojego psa w czasie dwugodzinnego spektaklu. Pies męczyłby się zamknięty w małym transporterze, w którym nie mógł się ruszać, pić ani jeść. A ludzie męczyliby się, jeśli zacząłby szczekać w trakcie przedstawienia. Myślałam, że właściciel jakoś rozwiąże tę sytuację, ale on po prostu zostawił psa w tym samym transporterze na portierni.
Według mnie już małe dzieci są problemem, bo często płaczą, krzyczą i przeszkadzają innym widzom. Ale zupełnie nie rozumiem człowieka, który zabrał swojego psa. Normalne psy pół dnia siedzą same w domach, kiedy właściciele pracują i nic się nie dzieje. Albo mogli poprosić rodzinę czy przyjaciół, żeby się nim zaopiekowali przez te dwie godziny. Ale oni wymyślili sobie, że schowają psa pod teatralnym siedzeniem. Bardzo mądrze.
Subskrybuj:
Posty (Atom)