Pokazywanie postów oznaczonych etykietą jedzenie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą jedzenie. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 20 listopada 2014

Sensukera festo

Hodiaŭ ni festas naskiĝtagon de mia sveda kunloĝanto. Festo estis iom nekutima, ĉar li ekde alveno al Slovakio ne manĝas sukeron. Kaj dum pasinta Novjaro li promesis, ke dum tuta jaro li ne drinkos alkoholon. Pro tio ni havis sufiĉe malfacilan taskon, kion prepari por li. Bonŝance franca kunloĝanto scipovas kuiri bongustegan cepan torton (mi ne ŝercas, ĝi vere estas bongusta, des pli, kiam eblas manĝi ĝin varmigitan). Alia polino preparis patkukojn kun fruktoj. Mi volis ankaŭ elpensi ion, sed estis malfacile trovi ion sen sukero kaj sen stevio aŭ aliaj strangaj elpensaĵoj. Mi malŝatas stevion, ĉar ĝi donas strangan malbonan guston al manĝaĵoj kaj trinkaĵoj. Pri aliaj sukeraĵoj mi ne spertas kaj kutime malfacilas trovi ilin en pola vendejo, do des pli en slovaka. Mi trovis bonan recepton por migdal-aven-karota kuko kun mielo kaj fromaĝ-banana kremo. Ŝajnas, ke post unu jaro en Partizanske mi finfine eklernos kuiri kaj baki:)
Kio okazas krom bakado? En pasinta semajno mi partoprenis KAEST en Modra. Mi estis tie unuafoje kaj estis sufiĉe interese. Mi devis okupiĝi pri organizaj taskoj, do bedaŭrinde mi ne povis partopreni ĉiuj prelegojn, kelkaj ŝajnis vere interesaj, ekzemple pri besta diabeto. Eble mi ekscius ion pli pri malsano de mia hundo. Fakte patrino telefonis al mi kaj diris, ke li denove sentis sin malpli bone, sed jam ĉio revenis al antaŭa stato.
En antaŭlasta semajnfino ni veturis kune al ekspozicio kaj foiro de libroj en Bratislavo. Nia organizo havis sian propran budon, bedaŭrinde ni ne tro povis helpi. Mi almenaŭ komprenis, kiam slovakoj pri io demandis, sed povraj italo, germano kaj svedo eĉ nenion komprenis.
Hieraŭ mia familio sendis al mi pakaĵon kun aĵoj, kiuj la plej mankas al mi - harsekigilo, kapaŭskultiloj, mantukoj kaj littukoj. Patrino ankaŭ tirkis por mi ŝalon. Espereble pakaĵo baldaŭ venos. Mi veturos al Pollando verŝajne post tri semajnoj por Kristnasko.
Kaj ege bedaŭrinde mi ne veturis al Ukrainio por lasta etapo de mia projekto. Mi ekmalsaniĝis kaj ne sentis sin sufiĉe bone por veturi sole pli ol unu diurno al lando, kie okazas milito.

Dzisiaj obchodziliśmy urodziny mojego szwedzkiego współlokatora. Impreza była dość nietypowa, bo od swojego przyjazdu on stara się nie jeść cukru. A jako postanowienie noworoczne zdecydował się nie pić cały rok alkoholu. Z tego względu mieliśmy dość trudne zadanie, żeby coś dla niego przygotować. Na szczęście francuski współlokator umie zrobić smaczny tort cebulowy (nie żartuję, naprawdę jest dobry, zwłaszcza jak się go podgrzeje). Inna Polka przygotowała naleśniki z owocami. Też chciałam coś wymyślić, ale wcale nie jest tak łatwo znaleźć coś bez cukru i bez stewii albo innych dziwnych wynalazków. Nie lubię stewii, bo zostawia taki dziwny niedobry posmak. Nie znam się na innych słodzikach i zamiennikach cukru, zazwyczaj trudno je znaleźć w polskim sklepie, więc tym bardziej w słowackim. Znalazłam dobry przepis na migdałowo-owsiano-marchewkowe ciasto z miodem i kremem serowo-bananowym. Mam wrażenie, że po roku spędzonym w Partizanskim wreszcie nauczę się gotować i piec:)
Co się dzieje oprócz pieczenia? W zeszłym tygodniu pojechałam na KAEST w Modrej. Byłam tam pierwszy raz i było całkiem ciekawie. Musiałam się zajmować trochę rzeczami organizacyjnymi, więc niestety nie mogłam uczestniczyć we wszystkich wykładach, kilka wydawało się dość ciekawych, np. o zwierzęcej cukrzycy. Może dowiedziałabym się coś więcej o chorobie mojego psa. Mama dzwoniła i mówiła, że znowu miał gorszy okres, kroplówkę itp,, ale już mu lepiej.
Dwa tygodnie temu pojechaliśmy razem na wystawę i targi książek w Bratysławie. Nasza organizacja miała swoją własną budę, niestety nie bardzo byliśmy w stanie pomóc. Ja chociaż rozumiałam, kiedy Słowacy nas o coś pytali, ale biedni Włoch, Niemiec i Szwed prawie nic nie rozumieli.
Wczoraj rodzina wysłała mi paczkę z rzeczami, których mi najbardziej brakuje - suszarką do włosów, słuchawkami, ręcznikami i pościelą. Mama zrobiła mi też na drutach komin. Mam nadzieję, że paczka wkrótce dotrze. Do Polski pojadę prawdopodobnie za trzy tygodnie na święta.
Bardzo żałuję, ale niestety nie pojechałam na Ukrainę na ostatni etap mojego projektu. Rozchorowałam się i zupełnie nie czułam się w stanie jechać sama ponad dobę do kraju, w którym trwa wojna.

środa, 8 października 2014

Jam decidite

Antaŭ hieraŭ mi veturis al Vroclavo por subskribi dokumentoj pri mia forveturo. Ŝajnas, ke mi forveturas en sekva semajno. Mi samtempe ĝojas kaj iomete timas. Tio estos tuta jaro en alia lando. Kaj mi ne scias, kio atendos min ĉi tie, kiam mi revenos. Hieraŭ mi bakis nuksan kukon kaj preparis farĉitan kapsikon. Mi ankoraŭ ne diros, ke mi scipovas kuiri, tamen mi jam povas fari pli kaj pli. Hodiaŭ mi denove veturas al Vroclavo, sed nun por partopreni en Festivalo de Belorusa Sendependa Kulturo. Pasintjare ĝi okazis en mia laborejo kaj mi ankoraŭ loĝis en Vroclavo, do mi povis ĉeesti dum ĉiuj okazaĵoj. Ĉi-jare mi bedaŭrinde devis elekti tio, kio laŭ mi plej gravas, ĉar mi ne povas ĉiutage veturi. Mi elektis diskuton kun belorusaj politikistoj pri situacio de Belorusio post situacio en Ukrainio. Tio ŝajnas al mi ege interesa. Mi nur bedaŭras, ke mi ne povas partopreni ankaŭ aliaj eventoj - koncertoj kaj filmoj.

Przedwczoraj pojechałam do Wrocławia podpisać dokumenty w sprawie mojego wyjazdu. Jadę chyba w przyszłym tygodniu. Jednoczeście się cieszę i trochę boję. To będzie cały rok w innym kraju. I nie wiem, co będzie mnie czekało tutaj po powrocie. Wczoraj upiekłam tartę orzechową i zrobiłam nadziewaną paprykę. Jeszcze nie powiem, że umiem gotować, ale już mi mogę coraz więcej. Dzisiaj znowu jadę do Wrocławia, ale tym razem na Festiwal Niezależnej Kultury Białoruskiej. W tamtym roku odbywał się on u mnie w pracy i mieszkałam wtedy jeszcze we Wrocławiu, więc mogłam wziąć udział we wszystkich wydarzeniach. W tym roku niestety musiałam wybrać to, na czym najbardziej mi zależy, bo nie mogę codziennie dojeżdżać. Wybrałam dyskusję białoruskich opozycjonistów o sytuacji na Białorusi po wydarzeniach na Ukrainie. To wydaje mi się najciekawsze. Żałuje tylko, że nie mogę wziąć udziału we wszystkim - również w koncertach i pokazach filmowych.

sobota, 6 września 2014

Pjerogoj kaj kantareloj

Okazis sekva renkontiĝo de mia kafejo. Denove pluvis, venis nur kvar homoj. Sed tri de ili estis filologoj, do tre bone. Kaj finfine kafejo vere estis lingva, ĉar ni parolis angle. Angla ne estas mia plej ŝatata lingvo, tamen bone, ke ni entute parolas. Mi ankaŭ denove diris al homoj ion pri Esperanto, kelkaj iom interesiĝas, sed mi ne scias, ĉu finfine okazos la kurso. Tempo jam pasas.
Ĵaŭde mi veturis al Vroclavo por ekvidi amikojn, ni havis litovan renkontiĝon en ĉeĥa kafejo:) Unu amiko forveturas al Ĉeĥio por studi, do ni lin adiaŭis. Fakte se mi forveturos al Slovakio, do ni estos sufiĉe proksime unu al la alia, certe estos pli facile kaj rapide renkontiĝi kun li ol veturi al Pollando, se mi eksopiros al patrujo:) Se temas pri vizitoj, mi veturis ankaŭ al Krakovo por unu tago kaj partoprenis la plej fuŝan borson de junularaj organizoj, kiel eblis. Kulpis eble ne organizoj, sed manko da reklamo, ĉar preskaŭ neniu nin vizitis. Sed mi almenaŭ kun amikoj renkontiĝis, do tio bonas:)
Kaj mi preskaŭ forgesis. Dum lastaj tagoj mi multe kuiris. Mi preparis pjerogojn (tradicia pola farunaĵo) kun fagopira kaĉo kaj kazeo. Mi ilin faris unuan fojon kaj estis sufiĉe bonaj, ĉar kiam mi revenis hejmen el Vroclavo, mia familio jam ĉion formanĝis. Kaj hieraŭ mi preparis kantarelan saŭcon kaj salmo. Tion mi ankaŭ unuan fojon faris, fiŝo eble ne estis perfekta, sed saŭco estis bona.

Odbyło się kolejne spotkanie mojej kawiarni. Znowu padało, przyszły tylko cztery osoby. Ale trzy z nich były filologami, więc całkiem nieźle. I nareszcie kawiarnia rzeczywiście była językowa, bo rozmawialiśmy po angielsku. Angielski nie jest moim ulubionym językiem, ale dobrze, że w ogóle pogadaliśmy. Znowu powiedziałam też kilka słów o esperancie, zaproponowałam kurs, kilka osób jest wstępnie zainteresowanych, ale nie wiem czy koniec końców kurs się odbędzie. Czas już mija.
W czwartek pojechałam do Wrocławia, żeby spotkać się ze znajomymi, mieliśmy litewskie spotkanie w czeskiej knajpie:) Jeden ze znajomych wyjeżdża studiować do Czech na pół roku, więc zrobiliśmy pożegnanie. Właściwie to jeśli wyjadę na Słowację, to będziemy mieli do siebie całkiem blisko, na pewno będzie łatwiej i szybciej spotkać się z nim niż jechać do Polski, jeśli zatęskniłabym za ojczyzną:) Jeśli chodzi o wizyty, pojechałam też do Krakowa na jeden dzień i wzięłam udział w najgorszej giełdzie różnych organizacji, jaką widziałam. To raczej nie była wina samych organizacji, ale braku reklamy, bo prawie nikt nie przyszedł. Ale przynajmniej ze znajomymi się spotkałam, więc chociaż tyle dobrego:)
I prawie bym zapomniała. Przed ostatnie dni sporo pichciłam. Ulepiłam pierogi z kaszą gryczaną i białym serem. Robiłam je pierwszy raz i były całkiem dobre, bo jak wróciłam do domu z Wrocławia, to moja rodzina już wszystkie zjadła. Zresztą w ogóle pierwszy raz robiłam pierogi jakiekolwiek. A wczoraj zrobiłam sos z kurek w śmietanie i łososia. To też pierwszy raz robiłam, ryba była tak średnia, ale sos był dobry.

środa, 27 sierpnia 2014

Kiel mi preskaŭ mortigis mian hundon

Hodiaŭ matene mi preskaŭ iĝis murdisto. Kiel? Mi iris por momento al kuirejo kaj kiam mi revenis post kelkaj minutoj, mi ekvidis, ke mia hundo intertempe formanĝis pli malpli duonon da ĉokolado. Mi neniam lasas manĝaĵon malalte, sed li mem ĝin prenis de supra breto, kiam mi forestis. Mi kulpas, mi povis lasi ĝin pli supre. Tuj mi iris al bestkuracisto kaj li donis al mia hundo iun bluan trinkaĵon. Post ĝi hundo forvomis tutan ĉokoladon. Kuracisto diris, ke li estos sana, ĉar mi venis sufiĉe frue. Sen tio li povis eĉ morti. En apoteko mi devis aĉeti ankaŭ karbonon en piloloj, sed hundo ne volis ilin manĝi, nek pace, nek perforte. Tuta loĝejo estis malpura kaj nigra pro karbono. Finfine li manĝis parton, ĉar mi detruis pilolojn kaj nur tiun nigran pulvoron miksis kun peceto de lia kutima manĝaĵo. Tion li ankaŭ ne volis manĝi kaj tio, ke li ne plu vidas ne tro helpis, ĉar aŭ li sentis alian odoron aŭ gusto estis terura. Fakte se iu donus al mi karbonon por manĝi, mi ankaŭ ne estus tro kontenta.
Hieraŭ okazis unua renkontiĝo de mia lingva kafejo. Venis dekkelk homoj kaj ŝajnas, ke ili plu venados, almenaŭ parto de ili. Kelkaj eĉ interesiĝas pri senpaga kurso de Esperanto. Bedaŭrinde dum unua renkontiĝo ni parolis pole, ĉar mi ne sciis, kiu venos kaj en kiaj lingvoj volos paroli. Mi prezentis mian ideon kaj proponis kelkaj interkonaj ludoj. Surprize sed feliĉe venis unu homo, kiu instruas anglan lingvon, li estas mia malproksima konatulo, mi lin kelkaj jaron ne vidis, sed pro mia amikino li eksciis pri projekto kaj decidis veni. Espereble li helpos al mi pri angla.

Dzisiaj rano prawie zostałam mordercą. Jak? Poszłam na chwilę do kuchni i kiedy wróciłam po kilku minutach, zobaczyłam, że mój pies w międzyczasie zjadł pół tabliczki czekolady. Nigdy nie zostawiam jedzenia nisko, ale on sam ściągnął je z wyżej położonej półki, kiedy mnie nie było. To moja wina, bo mogłam ją zostawić jeszcze wyżej. Natychmiast poszłam do weterynarza, który zrobił psu płukanie żołądka - wstrzyknął mu do ust jakiś niebieski roztwór. Po jakimś czasie pies zwymiotował całą czekoladę. Lekarz powiedział, że nic mu nie będzie, dobrze, że tak szybko przyszłam. Gdyby nie to, mógłby nawet umrzeć. W aptece musiałam kupić jeszcze węgiel w tabletkach, ale pies nie chciał ich jeść, ani po dobroci, ani siłą. Całe mieszkanie było uświnione na czarno. W końcu zjadł trochę, wzięłam go sposobem i pozbierałam te pigułki, które sam rozgryzł, rozwaliłam pozostałe i zmieszałam sam czarny proszek z odrobiną jego normalnego jedzenia. Tego też za bardzo nie chciał jeść, nie pomagało nawet to, że już nie widzi, bo widocznie czuł inny zapach albo smak był tak okropny. Właściwie gdyby ktoś próbował karmić mnie węglem pewnie też bym nie skakała z radości.
Wczoraj odbyło się pierwsze spotkanie mojej kawiarni językowej. Przyszło kilkanaście osób i wygląda na to, że zamierzają przychodzić dalej, przynajmniej część z nich. Kilka zainteresowało się nawet darmowym kursem esperanta. Niestety na pierwszym spotkaniu rozmawialiśmy po polsku, bo nie wiedziałam kto przyjdzie i w jakimi językami będą zainteresowani. Opowiedziałam o moim pomyśle i zaproponowałam kilka gier integracyjnych. Niespodzianie, ale szczęśliwie pojawił się też człowiek, który uczy angielskiego na uczelni, to mój daleki znajomy, nie widziałam go kilka lat, ale dowiedział się od wspólnej znajomej o projekcie i postanowił przyjść. Mam nadzieję, że pomoże mi z angielskim.

sobota, 23 sierpnia 2014

Eczpoczmak

Antaŭ momento mi ekvidis interretan ŝercon pri fermado de famaj usonaj restoracioj en Rusio kaj tio memorigis al mi ion, kion mi manĝis en Supraśl dum tatara festivalo kaj mi forgesis ĝian nomon. Tio estis eĉpoĉmako - tipo de fritita kuko kun legomoj ene. Ĝi estas tradicia tatara manĝaĵo. Interrete mi trovis, ke ĝi estas nomata ankaŭ jeĉpoĉmak, sed ŝajne temas pri la sama afero. Dua afero, kiun mi manĝis tie estis ĉeburekoj, sed mi tion jam manĝis kelkfoje en Litovio, Rusio kaj Belorusio, do tio ne estis por mi io tre nova. Amikino, kiu veturis kun mi al Supraśl manĝis ankaŭ ion por mi novan, sed mi ne memoras nomon. Tio ankaŭ estis fritita kuko kun viando kaj legomoj, sed iomete pli spica. Interesa estis ankaŭ iu tradicia tatara trinkaĵo - syta. Ĝi estas farita el akvo, mielo kaj citrono. Kaj por mi estis tre ridinde, ĉar ŝajnas, ke mi de infaneco senkonscie trinkis tataran trinkaĵon:) Nu, fakte sen citrono. Mia avo havis abelujojn kaj ni havis ĉiam multe da mielo. Mia avino kaj gepatroj ofte donis al mi akvon kun mielo kaj ĉiam, kiam mi tion trinkas, tio rememorigas al mi infaneco. Se mi bone scias, mi havas nenion komunan kun tataroj, tiu simileco de niaj trinkaĵoj estas verŝajne tute hazarda, sed interesa.

Przed chwilą zobaczyłam internetowy żart na temat zamknięcia w Rosji restauracji znanej amerykańskiej sieci i przypomniało mi to o czymś, co jadłam podczas festiwalu tatarskiego w Supraślu, a zapomniałam jak się nazywa. To był eczpoczmak - rodzaj smażonego w głębokim tłuszczu ciasta z warzywami w środku. To tradycyjne tatarskie jedzenie. W internecie znalazłam, że bywa to też nazywane jeczpoczmak, ale chodzi chyba o to samo. Druga rzecz, którą tam jadłam, to czebureki, ale to jadłam już wcześniej na Litwie, w Rosji i na Białorusi, więc nie było to dla mnie coś zupełnie nowego. Koleżanka, z którą tam pojechała, jadła coś też dla mnie nowego, ale nie pamiętam nazwy. To było też takie smażone ciasto nadziewane mięsem i warzywami, nieco bardziej doprawione. Ciekawy był też tradycyjny tatarski napój - syta. Był zrobiony z wody, miodu i cytryny. Dla mnie było to dość śmieszne, bo wychodzi na to, że od dziecka nieświadomie piłam tatarskie napoje:) No racja, bez cytryny. Mój dziadek miał ule i zawsze mieliśmy w domu dużo miodu. Babcia i rodzice często dawali mi do picia wodę z miodem i zawsze, kiedy to piję, przypomina mi się dzieciństwo. Z tego, co wiem, nie mam nic wspólnego z Tatarami, żadnych korzeni ani nic, podobieństwo naszych napojów jest więc raczej zupełnie przypadkowe, ale interesujące.

poniedziałek, 16 czerwca 2014

Litova pomkuko

Matene mi telefonis al oficejo, kiu prizorgas mian vizon, ĉar mi pensis, ke mi hodiaŭ devos veturi Vroclaven por preni vizon kaj pasporton. Sed surprize evidentiĝis, ke mi ĝin ankoraŭ ne havas, ĉar konsulo decidis, ke oni donos al mi vizon laŭ standarda tempo kaj redonos al mi parto de mono, kiun mi pagis kontraŭ pli rapida tempo. Sed pro unika situacio, pro tio, ke mi havas invitos el belorusa organizo, ke ĵaŭde estos festo en Pollando ktp. oni faros tion iom pli rapide ol normale. Mi ĝojas, ke mi ricevos vizon ĝustatempe kaj oni redonos mian monon. Al Vroclavo mi devos veturi merkrede.
Poste mi iris al vendejo kaj survoje mi ekvidis reklamon de konditorejo, kie estis skribite, ke ili rekomendas kafon, glaciaĵon, kukon kun fragoj kaj litovan pomkukon. Kompreneble mi tre ekinteresiĝis pri tiu lasta, interesas min preskaŭ ĉio, kio estas litova:) Mi manĝis kelkfoje pomkukon en Vilno, sed ĝi estis pli malpli sama kiel tiu en Pollando kaj ŝajne en multaj aliaj landoj - unu tavolo de kuko, unu de pomoj kaj supre denove tavolo de kuko. Mi eniris konditorejon kaj serĉis tiun interesan litovan pomkukon. Kaj evidentiĝis, ke ĝi fakte aspektas iomete aliel. Ĝi estis ĉefe kakaa. Mi ne pensis longe kaj aĉetis peceton. Hejme mi rigardis ĝin iom pli detale kaj manĝis. Unua rimarko - nomo pomkuko estas troa:) Estis nur kelkaj pecetoj de pomoj supre kaj ene estis normala kuko. Sed mi serĉis recepton por litova pomkuko interrete kaj mi trovis, ke normale ĝi ankaŭ ene devas havi pomojn kaj estas iomete alia. Do eble iam mi provos ĝin baki. Ĉar tiu kuko, kiun mi aĉetis, ne estas bona, tro malseka por mi. Jen kiel ĝi aspektas:
Rano zadzwoniłam do biura pośrednictwa wizowego, bo myślałam, że moja wiza jest do odbioru już od piątku i będę mogła dzisiaj odzyskać paszport. Ale niespodziewanie okazało się, że jeszcze jej nie ma, bo konsul zdecydował, że wyda mi ją w zwykłym trybie i odda mi pieniądze, które zapłaciłam za tryb ekspresowy. Ale też ze względu na nietypową sytuację, że mam zaproszenie od białoruskiej organizacji, że w czwartek będzie w Polsce święto itp., w drodze wyjątku dadzą mi wizę szybciej niż zwykle, tak żebym zdążyła ją dostać przed wyjazdem. Cieszę się, że dostanę wizę na czas i oddadzą mi kasę. Do Wrocławia będę musiała jechać w środę.
Później przeszłam się do sklepu i po drodze zauważyłam reklamę cukierni, która głosiła, że zapraszają na kawę, lody, ciasto z truskawkami i litewski jabłecznik. Oczywiście zainteresowałam się tym ostatnim, bo interesuje mnie prawie wszystko, co litewskie:) Jadłam jabłecznik kilka razy w Wilnie, ale właściwie niczym się on nie różnił od tego w Polsce czy innych krajach - warstwa ciasta, warstwa jabłek i kolejna warstwa ciasta na wierzchu. Weszłam do cukierni w poszukiwaniu litewskiego jabłecznika. I okazało się, że rzeczywiście wygląda on trochę inaczej. Przede wszystkim jest głównie kakaowy. Długo się nie namyślałam i kupiłam kawałek na spróbowanie. W domu przyjrzałam mu się dokładniej i zjadłam. Pierwsze wrażenie - nazwa jabłecznik jest zdecydowanie na wyrost:) Z jabłkami to ciasto ma niewiele wspólnego, tylko cieniutkie kawałki położone na powierzchni, a w środku normalne kakaowe ciasto. Ale poszukałam przepisu w internecie i znalazłam, tylko że pisali tam, że to ciasto normalnie też w środku powinno mieć kawałki jabłek i powinno być trochę inne. Może kiedyś spróbuję je upiec. Bo to ciasto, które kupiłam, nie jest jakieś super, za suche jak dla mnie. A na zdjęciu powyżej widać, jak wyglądało.

środa, 28 maja 2014

Malplibonigado de statistikoj kaj nuksa kuko

Hieraŭ mi iris al oficejo rigistriĝi oficiale kiel senlaborulino. Do mi malvolonte malplibonigis statistikojn de registaro. Kompreneble mi ne ricevas iun ajn monon, ĉar mi ne laboris. Unu nura pluso estas, ke mi nun estas asekurita kaj mi povas iri senpage al kuracisto, se mi malsaniĝos. Oni donis al mi daton, kiam mi devas viziti oficejon denove. Interese, ĉu ili trovos ion por mi, ĉar en formularo ili enskribis strangajn aferojn kiuj ne tro havas sencon.
Morgaŭ mi veturas al Vroclavo, kie okazos Internacia Kongreso de Lituanistoj. Estos multege da okazaĵoj - prelegoj, diskutoj ktp. Krome okazos ankaŭ renkontiĝo kun litova verkisto kaj koncerto de popolmuzika grupo el Litovio. Do estos tre interese kaj mi jam ĝojas. Kongreso daŭros du tagoj, mi revenos verŝajne tre malfrue vendrede aŭ jam sabate.
Kaj lasta afero  - sekva sukceso en kuirejo:) Ili ne estas multnombraj, do ĉiuj gravas:) Por Tago de Patrino mi bakis nuksan kukon kaj ĝi estis bongustega. Mi ĝin faris unuafoje en mia vivo kaj mi timis, ke ĝi ne estos tiel bona, sed fakte ĝi estis perfekta. Bedaŭrinde mi ne scias, ĉu iam ajn ĝin bakos denove, ĉar patrino petis min, ke mi neniam plu donu al ŝi ion dolĉan (ŝi iomete malsanas kaj ne povas manĝi multe da sukero). Do sukceso ne estas tute plena, ĉar ĝis kiam mi vivas kun gepatroj, ŝajnas, ke mi ne eklernos baki kukojn. Almenaŭ ne normale dolĉajn. Do jen lasta peco de mia bongustega nuksa kuko, kiu rapidege malaperis:)
Wczoraj byłam w pośredniaku oficjalnie zarejestrować się jako bezrobotna. Niechętnie więc popsułam rządowe statystyki. Oczywiście nie dostaję żadnego zasiłku, bo nie pracowałam. Jedyny plus to taki, że będę od tej pory ubezpieczona i będę mogła normalnie iść do lekarza w razie choroby. Wyznaczyli mi już kolejny termin, kiedy mam się stawić. Ciekawe, czy coś dla mnie znajdą, bo do tego formularza powpisywali dziwne rzeczy, które nie bardzo mają sens.
Jutro jadę do Wrocławia, gdzie odbędzie się Międzynarodowy Kongres Lituanistów. Będzie mnóstwo wydarzeń - wykłady, dyskusje itp. W planach jest także spotkanie autorskie z litewskim pisarzem oraz koncert zespołu ludowego z Litwy. Zapowiada się więc bardzo ciekawie i już nie mogę się doczekać. Kongres potrwa dwa dni, wrócę w piątek późnym wieczorem albo w sobotę.
I ostatnia sprawa - kolejny sukces w kuchni:) Nie ma ich zbyt wiele, więc każdy się liczy:) Na Dzień Matki upiekłam tartę orzechową i była pyszna. Robiłam ją pierwszy raz w życiu i bałam się, że coś pójdzie nie tak, ale wyszła idealnie. Niestety nie wiem, czy ją jeszcze kiedykolwiek upiekę, bo mama poprosiła, żeby już nigdy więcej nie dawać jej z żadnych okazji słodyczy (trochę choruje i musi ograniczać cukier). Sukces nie jest więc pełny, bo wychodzi na to, że dopóki mieszkam z rodzicami, nigdy nie nauczę się piec ciast. Przynajmniej nie takich normalnie słodkich. A powyżej na zdjęciu ostatni kawałek wspomnianej tarty, która zniknęła błyskawicznie:)

środa, 26 marca 2014

Serniczki

Mi sopiris ekde kelkaj tagoj al serniczki ze śmietaną i brzoskwiniami el fama manĝejo "Podlasie" ĉe bjalistoka urboplaco. Mi ilin ekkonis decembre dum Zamenhof-Tagoj. Ili estas bongustegaj.
Mi ne scias, kiam mi sekvatempe vizitos Bjalistokon. Certe mi devos somere, sed ĉu mi sukcesos pli frue? Pro tio mi decidis mem kuiri ilin. Fakte estas same kiel en pasintaj somerferioj, kiam mi tiel sopiris al litovan malvarman barĉon, ke mi decidis ĝin prepari mem. Ju pli mi sopiras al lokoj kaj manĝajoj, des pli mi bone kuiras:) Kaj serĉante recepton mi eksciis, ke serniczki estas verŝajne rusdevenaj, ilia rusa nomo estas сырники. Eble pro tio mi neniam pri ili aŭdis kaj en Bjalistoko ili estas tute kutima manĝo. Ĉe nova paĝaro de E@I pri vegetarana manĝaĵo troviĝas recepto kiel ilin prepari, kompreneble en Esperanto: Kazeaj patkukoj. Mi ne certas, ĉu estas samaj kiel en Podlaĥio. Baldaŭ eble mi denove preparos malvarman barĉon, ĉar mi jam longege sopiras al ĝi.
Od paru dni tęskniłam za serniczkami ze śmietaną i brzoskwiniami z białostockiego "Podlasiaka", baru mlecznego przy samym rynku. Dowiedziałam się o ich istnieniu podczas Dni Zamenhofa w grudniu. Są przepyszne.
Nie wiem, kiedy znowu odwiedzę Białystok. Na pewno będę musiała w wakacje, ale czy uda mi się wcześniej? Nie mam pojęcia, dlatego postanowiłam zrobić je sama. Podobnie było w ubiegłoroczne wakacje, kiedy tak tęskniłam ze chłodnikiem litewskim z Wilna, że zdecydowałam ugotować go sama. Im bardziej tęsknię za jakimiś miejscami i lokalnym jedzeniem, tym lepiej gotuję:) A szukając przepisu na serniczki dowiedziałam się, że są one najwyraźniej rosyjskiego pochodzenia, ich rosyjska nazwa to сырники (syrniki). Może dlatego nigdy wcześniej o nich nie słyszałam, a w Białymstoku to zupełnie zwyczajne danie. Niedługo może znowu przygotuję chłodnik litewski, bo już od dawna chodzi mi po głowie.

niedziela, 16 marca 2014

Forĵetindaj supoj

Plu mi lernas kuiri, sed ĉi-foje sensukcese. Antaŭ du tagoj mi provis prepari barĉon, sed ĝi estis tiel malbongusta, ke mi ĝin forĵetis. Ĝi havis guston de tero kaj mi fakte ne certas, kion mi faris malbone. Kaj antaŭ momento mi volis prepari florbrasikan supon, sed ĝin mi verŝajne ankaŭ forĵetos.
Ŝanĝiĝis vetero, antaŭaj tagoj estis sunaj, ekde hieraŭ komencis pluvi kaj estas tre forta vento. Mi planis por semajnfino ekskursojn, sed pro tia vetero mi rezignis.
Hodiaŭ en Krimeo okazas referendumo. Ukraina registaro diris, ke ĝi estas kontraŭleĝa. Mi ekde mateno spektas ukrainan interretan televidon (fakte mi spektas ĝin preskaŭ ĉiutage kaj mi eĉ iom eklernis ukrainan lingvon dank' al tio)  kaj ĉefe ili parolas pri armeo, ebla milito kaj homoj fuĝantaj de Krimeo pro timo. Du gastoj estis militistoj en uniformoj. Tio estas terura. Mi esperas, ke morgaŭ ne komencos milito, ke ĝi entute ne komencos. Se mi bone scias, mi havas nenian ligon kun Ukrainio, tamen min tre doloras tio, kion mi vidas kaj aŭdas. Por mi tio estas tute nekredebla afero, kiel en tiel mallonga tempo povis aperi tiel fortaj disdividoj inter homoj. Mi timas, kiel aspektos morgaŭa tago.

Dalej uczę się gotować, ale tym razem bez sukcesów. Dwa dni temu próbowałam zrobić barszcz, ale mi nie wyszło, był okropny i musiałam go wywalić. Miał smak ziemi i właściwie nie wiem nawet, co zrobiłam źle. A przed chwilą chciałam ugotować kalafiorową, ale chyba też ją wyrzucę.
Zmieniła się pogoda, poprzednie dni były bardzo słoneczne, od wczoraj zaczęło padać i pojawił się silny wiatr. Planowałam na ten weekend wycieczki, ale ze względu na taką pogodę będę musiała to przełożyć.
Dzisiaj na Krymie odbywa się referendum. Ukraiński rząd utrzymuje, że jest ono nielegalne. Od rana oglądam ukraińską internetową telewizję (właściwie to oglądam ją prawie codziennie i nawet nauczyłam się trochę ukraińskiego dzięki temu) i mówią oni głównie o wojsku, możliwej wojnie i ludziach uciekających z Krymu ze strachu. Wśród gości było m.in. dwóch wojskowych w mundurach. To straszne. Mam nadzieję, że jutro nie zacznie się wojna, że w ogóle się nie zacznie, nie tylko jutro. Z tego co wiem, nie mam żadnych związków z Ukrainą, bardzo boli mnie jednak wszystko to, co widzę i słyszę na ten temat. Nie mogę uwierzyć, jak w tak krótkim tempie mogły się wytworzyć takie podziały między ludźmi. Boję się, jak będzie wyglądał jutrzejszy dzień.

środa, 12 lutego 2014

Sukcesa interparolo

Matene mi iris al interparolo kaj verŝajne mi havas novan laboron! Ĉi foje en junulargastejo. Morgaŭ mi havos trejnadon pri ilia sistemo kaj miaj devoj, mi enskribos min en ilia horaro kaj post kelkaj tagoj mi subskribos kontrakton. Mia ĉefo ŝajnas esti ĝentila kaj normala, kunlaborantojn mi ekkonos morgaŭ, almenaŭ unu el ili. Kaj eble mi ne devos rezigni el mia antaŭa laboro, do mi havos du. Kaj kompreneble praktikojn, kiu daŭros ankoraŭ du monatoj.
Mi preparis hodiaŭ sekvan supon, sed ĉi foje el kukumoj. Ĝi ne estis plene mia verko, ĉar mi preparis nur buljonon (senviandan, el legomoj) kaj poste aldonis frostigitajn legomojn aĉetitajn en vendejo. Kaj tio estis ĉefa eraro, ĉar ili estis malbongustaj, do eble sekvatempe mi mem preparos ĉion.
Kaj du malbonaj aferoj. Mi antaŭ momento eksciis, ke mi devas viziti policon, temas pri tiu ebla aŭ falsa ŝtelo en mia laborejo. Kaj nun en loĝejo sub aŭ malsub mi kveralas miaj najbaroj. Mi esperas, ke tio estas nenio serioza kaj ili post momento finos.
Kaj jen foto de mia hodiaŭa supo:)
Rano byłam na rozmowie i najprawdopodobniej będę miała nową pracę! Tym razem w hostelu. Jutro mam szkolenie wprowadzające w obowiązki, wpiszę się w grafik i za parę dni podpiszę umowę. Szef wydaje się być w porządku, współpracowników poznam jutro, przynajmniej jednego z nich. I chyba nie będę musiała rezygnować z mojej wcześniejszej pracy, obie da się pogodzić. I oczywiście praktyki, które będę miała jeszcze przez dwa miesiące.
Dzisiaj przygotowałam następną zupę, tym razem ogórkową. To nie do końca moje dzieło, bo sama zrobiłam bulion (bez mięsa, tylko z warzyw), a później dodałam mrożoną mieszankę kupioną w sklepie. I to był błąd, bo była niedobra, następnym razem sama wszystko przygotuję.
I dwie nie zbyt dobre sprawy. Właśnie przed momentem dowiedziałam się, że muszę się zgłosić na policję i złożyć zeznania w sprawie tej możliwej lub wyimaginowanej kradzieży u mnie w pracy. I teraz w mieszkaniu pod lub nade mną kłócą się sąsiedzi. Mam nadzieję, że to nic poważnego i za chwilę skończą, nie będzie żadnych rękoczynów itp.
A powyżej zdjęcie wspomnianej już przeze mnie zupy:)

czwartek, 6 lutego 2014

Pertelefona testo

Hodiaŭ mi ricevis iom strangan telefonon. Viro prezentis sin, demandis, ĉu mi sendis al ili dokumentojn kaj ĉu mi plu volas labori en ilia firmao kaj poste li diris, ke li faros mallongan teston por ekscii, ĉu mi vere spertas pri tio, kion mi enskribis en vivresumo. Mi ekmiris, sed diris bone, faru tion. Kaj li demandadis min pri tio, kiel skribi diversaj polaj vortoj aŭ frazoj aŭ mi devis trovi erarojn en la frazo. Mi esperas, ke mi ĉion faris bone, sed por mi tiu pertelefona maniero estis terura, ĉar se mi ne vidas tion antaŭ miaj okuloj, malfacilas al mi trovi rapide ĝustan respondon. Mi devis imagi tion en mia kapo kaj mi eĉ kelkfoje devis peti lin por ripeti tiuj frazoj. Ŝajnas al mi, ke ili faris tion pertelefone anstataŭ interrete, por ke homoj ne trompu ilin, ekzemple rapide serĉante respondoj en interreto, do ili volis havi respondoj tuj per telefono. Li diris, ke li miajn respondojn transdonos al alia viro, kiu okupiĝas pri tio kaj kontrolos, ĉu ili estas korektaj. Do mi ne scias, ĉu mi havos laboron aŭ ne, sed tio jam estas bona signo, ĉar finfine iu respondis al miaj mesaĝoj kaj temas ne nur pri senpaga praktiko, sed pri vera laboro kontraŭ mono, eĉ verŝajne en mia fako.
Se temas pri praktikoj, unu eldonejo silentas ekde antaŭa semajno kaj mi ne scias kial, ĉar mi sendis al ili mian taskon eĉ antaŭ la limdato. Se ili baldaŭ ne respondos, mi skribos al ili kaj demandos, kio okazas. Kaj en dua loko mi plu korektas, sed mia estrino demandis min, ĉu mi volas havi novan taskon kaj ne nur korekti, sed ankaŭ skribi artikolojn. Mi kompreneble konsentis, do tiuj praktikoj ŝajnas al mi esti vere bonegaj kaj mi evoluas. Poste miaj artikoloj estos ĉe ilia paĝaro, do se mi volos labori ekzemple kiel ĵurnalistino, mi povos simple sendi al ligilon.
Kaj antaŭ momento mi finis kuiradon de supo el ruĝa lento, mi jam faris ĝin antaŭ kelkaj semajnoj kaj hodiaŭ mi provis denove. Nun ĝi estas alia, pli akra, ĉar tiu antaŭa estis pli acida. Verŝajne mi donis tro multe da pipro aŭ papriko. Tamen por mi tiu supo estas tre bongusta kaj rapide kuirebla, eĉ kun mia maltalento en kuirado:) Mi jam aĉetis sekvan pakaĵon de lento:)

Dzisiaj dostałam dość dziwny telefon. Facet przedstawił się, zapytał czy wysyłałam im CV i czy chcę pracować w ich firmie, po czym powiedział, że zrobi mały test, żeby się dowiedzieć, czy rzeczywiście mam wymagane kompetencje. Zdziwiłam się, ale powiedziałam, że dobra, niech robi. I on zaczął mnie wypytywać, jak zapisać różne polskie słowa albo zdania, albo musiałam znaleźć błędy w zdaniach. Mam nadzieję, że wszystko zrobiłam dobrze, ale ten telefoniczny sposób przepytywania zupełnie mi nie odpowiadał, bo jeśli nie widzę czegoś przed oczami, trudno mi znaleźć właściwą odpowiedź. Muszę sobie to najpierw wyobrazić w głowie i kilka razy musiałam go prosić, żeby mi te zdania powtórzył. Wydaje mi się, że wybrali telefonowanie zamiast internetu, żeby ludzie ich nie oszukiwali i np. nie znajdowali sobie odpowiedzi w internecie, więc woleli, żeby ludzie natychmiast odpowiadali przez słuchawkę i nie mieli czasu na szukanie. Facet powiedział, że moje odpowiedzi przekaże jakiemuś innemu facetowi, który się na tym zna i sprawdzi, czy odpowiedziałam poprawnie. Nie wiem więc, czy będę miała u nich pracę czy nie, ale to już jest dobry znak, bo wreszcie ktoś odpowiedział na moje maile i chodzi nie tylko o bezpłatną praktykę, ale o prawdziwą pracę za pieniądze, najwyraźniej nawet w moim zawodzie.
Co do praktyk - jedno wydawnictwo milczy od poprzedniego tygodnia i nie wiem dlaczego, bo wysłałam im moje zadanie nawet przed czasem. Jeśli wkrótce nie odpiszą, sama do nich napiszę i zapytam, o co biega. A w drugiej firmie dalej zajmuję się korektą, ale szefowa zapytała, czy nie chciałabym otrzymać nowego zadania i zajmować się nie tylko poprawianiem, ale też pisaniem własnych artykułów. Oczywiście się zgodziłam, te praktyki wydają mi się naprawdę dobre, rozwijam się. Później moje artykuły będą na ich stronie, więc jeśli będę szukała pracy jako np. dziennikarka, to będę mogła przyszłemu pracodawcy po prostu podesłać link.
A przed chwilą skończyłam gotowanie zupy z czerwonej soczewicy, robiłam ją już przed kilkoma tygodniami i dzisiaj postanowiłam spróbować znowu. Teraz jest inna, bardziej ostra, ta poprzednia była bardziej kwaśna. Najwyraźniej dałam za dużo pieprzu albo papryki. Tak czy siak ta zupa bardzo mi smakuje i łatwo ją przyrządzić, nawet z moim kulinarnym antytalentem:) Kupiłam już następne opakowanie soczewicy:)

środa, 15 stycznia 2014

Kukumoj kun mielo

Jen sekva parto de miaj eksperimentoj en kuirejo. Mi preparis hodiaŭ kukumoj kun mielo, litovan manĝajon. Eble tio estas konata ankaŭ en Podlaĥio. Preparado de ĝi estas tre facila, simple sufiĉas tranĉi kukumon kaj ŝmiri ĝin per mielo:) Mi neniam manĝis ion similan, mi nur aŭdis pri tio dum leciono de litova lingvo, do mi eĉ ne scias, kiel tio normale aspektas kaj ĉu mi bone faris. Tamen recepto estas tiel malkomplika, ke malfacilas ion fuŝi:) Nur eble pli taŭgaj estus tiuj malgrandaj kukumoj, kiuj aperas somere anstataŭ unu granda kukumo, ĉar mielo forfluis per tranĉitaj finaĵoj en mezaj partoj de kukumo. Por mi eblas tion manĝi, sed ŝajnas al mi, ke tio ne iĝos mia la plej ŝatata manĝaĵo. Mi preferas malvarman barĉon aŭ aliaj bongustaĵoj. Sed estis interese provi ion novan.
Oto kolejna część moich eksperymentów kulinarnych. Zrobiłam dzisiaj ogórki z miodem, potrawę znaną na Litwie. Możliwe, że je się to również na Podlasiu. Bardzo łatwo ją przygotować, po prostu wystarczy pociąć ogórek i posmarować go miodem:) Nigdy czegoś takiego nie jadłam, tylko słyszałam o tym na lekcji litewskiego, więc nie wiem nawet, jak to powinno wyglądać i czy zrobiłam to dobrze. Ale przepis jest tak banalny, że trudno coś zepsuć:) Tylko może bardziej nadawałyby się do tego te małe ogórki, które pojawiają się w lecie zamiast jednego dużego ogórka, bo miód wypływał przez ucięte końcówki w środkowych częściach ogórka. Jak dla mnie da się to zjeść, ale raczej nie zostanie to moim ulubionym daniem. Wolę chłodnik litewski albo inne pyszności. Ale spróbowanie czegoś zupełnie nowego było interesującym doświadczeniem.

piątek, 29 listopada 2013

Supo el ruĝa lento

Merkrede mi partoprenis renkontiĝon kun fama litova verkisto Tomas Venclova. Estis tre interese. Mi povis aŭskulti liajn poemojn litove kaj pole. Hieraŭ mi vizitis ekspoziciojn pri litovaj lignaj sinagogoj. Bedaŭrinde mi devis foriri frue por ke mi ne malfruiĝu por mia deĵoro en laborejo. Ekspozicio okazis en fama vroclava Sinagogo sub Blanka Cikonio (malsupra foto kaj lasta en tiu enskribaĵo prezentas sinagogon kaj parton de ekspozicio).
Se temas pri Kartvelio - malfacila temo. Iam mi skribis, ke ankoraŭ somere kun amikoj mi aĉetis sufiĉe ĉipajn biletojn por decembro. Venas jam preskaŭ decembro kaj mi verŝajne ne flugos. Kialoj estas multaj. Mi bedaŭras, sed tiel okazas, se vi planas vojaĝon duonjare antaŭ forveturo. Nun mi devas reorganizi tiun tempon. Mi havas kelkajn eblecojn, indas ilin ordigi kaj elekti la plej bonajn. Eĉ hodiaŭ mi ricevis telefonon kun propono de praktiko en oficejo, lunde mi iros kaj ekscios plu.
Revenante al miaj eksperimentoj en kuirejo, mi preparis merkrede supon el ruĝa lento. Ĝi estis bongusta, iomete acida, sed bona. Nur iel strange, ĉar mi neniam ĝin manĝis, do mi ne scias, kia devas esti ĝia gusto:) Tamen se mi plu vivas, do eble ĉio estis en ordo. Laŭ mi plena sukceso. Jen ĝi:
W środę wzięłam udział w spotkaniu ze znanym litewskim pisarzem Tomasem Venclovą. Było bardzo ciekawie. Mogłam wysłuchać jego wierszy po litewsku i po polsku. Wczoraj odwiedziłam wystawę o litewskich drewnianych synagogach. Niestety musiałam wyjść wcześnie, żeby nie spóźnić się na dyżur w pracy. Wystawa mieści się w słynnej wrocławskiej Synagodze pod Białym Bocianem (poniższe zdjęcie oraz pierwsze w tym wpisie prezentują synagogę oraz fragment wystawy).
Jeśli chodzi o Gruzję - trudny i drażliwy temat. Kiedyś pisałam, że jeszcze w lecie kupiłam ze znajomymi w miarę tanie bilety na grudzień. Przyszedł już prawie grudzień i prawdopodobnie nie polecę. Powodów jest wiele. Żałuję, że tak wyszło, ale tak to bywa jak się planuje podróż pół roku przed. Teraz muszę jakoś zreorganizować ten czas. Mam kilka możliwości, muszę je uporządkować i wybrać najlepsze. Dzisiaj nawet dostałam telefon z propozycją praktyki w biurze, pójdę tam w poniedziałek i dowiem się więcej.
Wracając do moich eksperymentów kulinarnych, w środę zrobiłam zupę z czerwonej soczewicy. Była pyszna, trochę kwaśna, ale dobra. Tylko trochę dziwnie, bo nigdy wcześniej nie jadłam zupy z soczewicy, więc nie mam pojęcia, jak powinna smakować:) Ale wciąż żyję, więc chyba wszystko było w porządku. Jak dla mnie pełny sukces. Zdjęcie zupy powyżej, między zdjęciami z wystawy.

wtorek, 26 listopada 2013

Kepta duona

Mi jam longe volis tion fari, sed kutime mi ne havas tempon aŭ emon. Finfine mi volas eklerni almenaŭ iomete kuiri. Ĉefe facilaj kaj rapidaj manĝajojn. Bedaŭrinde mi entute ne spertas pri tio, do atendas min multe da laboro. Unuan paŝon mi faris dum somerferioj, kiam mi jam tiel sopiris al litova malvarma barĉo, ke mi mem ĝin preparis hejme, ĉar ĝi estis nenie aĉetebla. Mi eble eĉ alŝutis ĉi tie foton de ĝi.
Kaj hodiaŭ venis la tempo por dua paŝo. Mi preparis litovan frititan panon. Bedaŭrinde ĝi ne estis vere litova, ĉar mi uzis normalan polan helan panon sen kumino. Mi ne havis fromaĝon hejme, do mi devis manĝi sen ĝi. Litove tiu pano nomiĝas kepta duona kaj ĝi estas aĉetebla eĉ en superbazaroj. Litovoj kutime manĝas ĝin dum drinkado de biero. Mi trinkis hodiaŭ kvason (trinkaĵo populara en Litovio, Rusio, Ukrainio ktp., litove ĝi nomiĝas gira, ruse квас). Do mia hodiaŭa vespermanĝo aspektis tiel:
Już od dawna planuję to zrobić, ale zwykle nie mam czasu albo woli. Mam zamiar wreszcie nauczyć się podstaw gotowania. Głównie prostych i szybkich dań. Niestety zupełnie nie mam doświadczenia, więc czeka mnie sporo pracy. Pierwszy krok wykonałam już w wakacje, kiedy tak tęskniłam za chłodnikiem litewskim, że sama zrobiłam go w domu, bo nie można go było nigdzie kupić. Może nawet wklejałam tu jego zdjęcia, nie pamiętam.
A dzisiaj przyszedł czas na drugi krok. Przygotowałam litewski smażony chleb. Niestety nie był naprawdę litewski, bo użyłam normalny polski jasny chleb bez kminku. Nie miałam w domu żółtego sera, więc musiałam zjeść bez tego. Po litewsku ten chleb nazywa się kepta duona i można go kupić nawet na wagę w supermarketach. Litwini zwykle jedzą go jako przekąskę do piwa. Ja piłam dzisiaj kwas chlebowy (bardziej niż u nas popularny w Litwie, Rosji, Ukrainie itp., po litewsku nazywa się gira, po rosyjsku квас). Moja dzisiejsza kolacja wyglądała więc tak, jak na powyższym zdjęciu.

poniedziałek, 29 lipca 2013

Varmegaj tagoj

En Pollando dum lastaj tagoj estas tro varme. Ĉiuj plendas. Kvankam hodiaŭ venis ŝtormo, ĝi estis mallongdaŭra kaj tio ne multe helpis. Plu ĉiuj ŝvitas.
Morgaŭ eble mi veturos al Vroclavo, sed mi ankoraŭ ne certas. Samtempe mi emas kaj malemas. Tiu malemo rilatas ankaŭ al aliaj aferoj. Mi volis prakti en iu librovendejo aŭ redakcio. Preskaŭ duono de somerferioj jam pasis kaj mi ankoraŭ tion ne prizorgis. Same kun mia magistralaboro. Mi ankoraŭ ne vizitis bibliotekon. Tiaj aferoj estas pliaj kaj pliaj. Mia pigreco kaj maldecidemo jam nervigas min. Sed ĝuste pro pigreco kaj maldecidemo mi ne scipovas ŝanĝi tion:)
Hieraŭ mi promesis pruvon, ke mi mem preparis malvarman barĉon, kvankam mi ne scipovas kuiri. Sur foto ĝi ne aspektas tiel manĝinde, mankas ankoraŭ ovojn, kiuj aperis poste. Kaj hodiaŭ mia barĉo estis pli bongusta, ĉar mi alie ĝin specis. Jen promesita pruvo:
Powyżej zamieściłam obiecany dowód, że potrafię zrobić chłodnik litewski, chociaż nie umiem gotować. Na zdjęciu nie wygląda on tak apetycznie, brakuje jeszcze jajek, które pojawiły się później. I dzisiaj mój chłodnik był o wiele smaczniejszy niż wczoraj, bo inaczej go doprawiłam.
W Polsce jest ostatnio upalnie. Wszyscy narzekają. Chociaż dzisiaj przyszła burza, była bardzo krótka i niewiele pomogła. Dalej wszyscy się pocą.
Jutro może pojadę do Wrocławia. Jeszcze nie wiem. Jednocześnie czuję taką potrzebę i nie chce mi się. Ten niechciej tyczy się też innych rzeczy. Chcę zrobić praktyki w księgarni albo jakiejś redakcji. Prawie połowa wakacji już minęła, a ja jeszcze tego nie załatwiłam. Podobnie z magisterką. Jeszcze nie byłam w bibliotece. I tak dalej, i tak dalej. Moje lenistwo i niezdecydowanie doprawadzają mnie już czasem do szału. Ale właśnie ze względu na lenistwo i brak zdecydowania nie umiem nic z tym zrobić:)

niedziela, 28 lipca 2013

Malvarma barĉo

Eble mi jam menciis ĉi tie aŭ ne, ke mi ne sciipovas kuiri. Simple mi havas nek talenton, nek sperton. Nur kiam mi devas, tiam mi kuiras facilajn manĝaĵojn, ekzemple omleton. Sed hodiaŭ mi preparis proprmane malvarman barĉon! Mi jam tiel sopiris al litova šaltibarščiai, ke mi decidis mem prepari tiun supon, ĉar en Pollando ĝi ne estas tiel facile atingebla kiel en Litovio. Mia hodiaŭa verko ne estis tro bongusta, ĉar mi entute ne scipovas kuiri supojn, tamen familio ĝin formanĝis kaj almenaŭ ĝis nun ĉiuj vivas. Iom ankoraŭ restis, do eble morgaŭ mi fotos tion kiel pruvo:)
Tiu kuirado rememorigis al mi situacion el Slovakio en pasinta jaro. Kiam mi kun du viramikoj ekloĝis en slovaka loĝejo, lia posedanto je la komenco montris al ni ĉiuj ejoj, iloj ktp. En kuirejo li diris slovake: "No, máte ženu" pensante, ke se ni loĝas kune kaj mi estas virino, mi kuiros manĝaĵon por ĉiuj. Poste amikoj iomete primokis tion, kiam evidentiĝis, ke mi vere ne scipovas kuiri kaj tio ne estis nur ŝerco:)

Może już tu kiedyś wspominałam albo i nie, że nie umiem gotować. Po prostu nie mam ani talentu, ani wprawy. Tylko kiedy muszę, to gotuję coś łatwego na szybko, np. omlet. Ale dzisiaj przygotowałam własnoręcznie chłodnik litewski! Tak już tęskniłam za litewskim šaltibarščiai, że zdecydowałam się samej zrobić tę zupę, bo w Polsce nie jest ona tak łatwo dostępna jak na Litwie. Moje dzisiejsze dzieło nie było zbyt dobre, bo zupełnie nie umiem gotować zup, jednak rodzina zjadła i jak na razie wszyscy żyją. Trochę jeszcze zostało, to może jutro zrobię zdjęcie na dowód:)
To pichcenie przypomniało mi sytuację ze Słowacji w ubiegłym roku. Kiedy z dwoma kolegami zamieszkałam w słowackim mieszkaniu, jego właściciel przyszedł najpierw, żeby nam pokazać co, gdzie i jak. W kuchni powiedział po słowacku:  "No, máte ženu" z myślą, że skoro mieszkamy razem i jestem kobietą, to będę dla wszystkich gotować. Później koledzy mi docinali, kiedy okazało się, że naprawdę nie umiem gotować i to wcale nie był tylko żart:)

niedziela, 23 grudnia 2012

Ne venas honoro sen laboro

Ne venas honoro sen laboro. Mi ĵus sendis mian eseon al mia instruisto, marde al alia instruistino mi transdonis du miajn tekstoj: alĝustigon kaj korekton. Do mi almenaŭ tion faris kaj mi povas festi Kristnaskon. Ne ĝis fino, ĉar mi devas iomete lerni - jaŭde mi pagis preskaŭ 30 zlotojn kontraŭ tekstoj kaj artikoloj nur por unu ekzameno. Espereble mi ĉion tralegos dum kristnaska paŭzo. Mi planas ankaŭ kelkajn ekskursojn al ĉirkaŭĵo por fari fotojn.
Hejme mi priparis legoman salaton kun majonezo. Mi ne scipovas bone kuiri, do mia helpo en kuirejo ne estas tre bezonata. Eble eĉ pli bone, kiam mi tie ne estas kaj ne malhelpas. Kutime dum festotagoj mi faras nur tiun salaton. De tempo al tempo ankaŭ ia kuko. Vetero nun ne estas tradicia, pluvas anstataŭ neĝi. Malgraŭ tio mi deziras ĝojan Kristnaskon al ĉiuj!

Bez pracy nie ma kołaczy. Właśnie wysłałam mój esej prowadzącemu, we wtorek innej prowadzącej przekazałam dwa teksty: adiustację i korektę. Zrobiłam więc chociaż tyle i mogę teraz świętować Boże Narodzenie. Nie do końca, bo musze się trochę uczyć - w czwartek zapłaciłam prawie 30 zł za teksty i artykuły tylko do jednego egzaminu. Mam nadzieję, że wszystko przeczytam w trakcie przerwy świątecznej. Planuję także kilka wycieczek po okolicy, żeby zrobić zdjęcia.
W domu zrobiłam sałatkę warzywną z majonezem. Nie umiem dobrze gotować, więc moja pomoc w kuchni nie jest zbyt potrzebna. Może nawet lepiej, kiedy mnie tam nie ma i nie przeszkadzam. Zwykle na święta robię tylko tę sałatkę. Czasem jakieś ciasto. Pogoda nie jest tradycyjna, pada deszcz zamiast śniegu. Mimo to życzę wszystkim wesołych świąt Bożego Narodzenia!

poniedziałek, 17 grudnia 2012

Formikoj kaj pli da ĉipaj biletoj

Matene kaj posttagmeze mi hieraŭ laboris, vespere mi revenis kun mia kunlaborantinto al sia loĝejo por festi sian naskiĝtagon. Estis mojose, precipe legado da stranga ĵurnaleto kaj historioj kunigitaj kun unu el donacoj (memfarita kalendaro) plaĉis al mi. Sed bedaŭrinde ĝojetosan festadon interrompis problemo kun likanta tubo en banĉambro. Afero estas tre serioza, ĉar najbaro postulas monon.
En tiaj momentoj mi pensas, ke kvankam mi jam havas de tempo al tempo tro de mia loĝejo kaj ĝia posedanto, do tamen mi restos ĉi tie kiel eble longe. Lastatempe mi pensis eĉ, ĉu ne ŝanĝi loĝejon en sekva jaro, ĉar mi jam vere havas tro da formikoj. Ili estas ĉie - en kuirejo, banĉambro kaj mia ĉambro. Do ili promenas sur mia lito, sur mia dentbroso, sur mia komputilo kaj sur mia manĝajo. Certe mi jam senkonscience formanĝis kelkajn. Fi! Mia kunloĝanto prenis de sia hejmo kontraŭformikan venenon (iaj kemiaj granoloj), sed tio ne helpis. Mi provis alian metodon, pli naturamika (mi aŭdis, ke formikoj ne ŝatas citronon, do mi lasis en kelkaj lokoj fortranĉitaj citronoj), sed tio ankaŭ ne helpis. Tio daŭras jam duan jaron, ekde kie aperis mia kunloĝanto kaj mi havas tro da senrezulta batalado.
Revenante al pli plezura temo, mi hodiaŭ denove aĉetis ĉipegajn biletojn. Ĉi foje el Vroclavo ĝis Varsovio kaj reen, por ke mi povu kun amikino atingi nian aŭtobuson ĝis Talino fine de februaro. Kontraŭ biletoj tien kaj reen por du personoj mi pagis nur 6 zlotojn! Ankaŭ mi decidis aĉeti biletoj nur por mi je trako Vroclavo-Varsovio-Lublino kaj reen por marto. Mi pagis kontraŭ tiuj biletoj nur 12 zlotojn! Eĉ se mi ne veturos, mi ne bedaŭrus, se mi perdus tiun monon. Sumigante ĉion, januare mi veturas al Bjalistoko, februare al Lodzo, februare/marte al Talino kaj marte al Lublin. Ankoraŭ pripensenda estas tranoktado en tiuj ĉi lokoj, ĉar mi ne certas ĉu en ĉiu el tiuj urboj mi povos sole vagadi sen dormo dum 2-3 diurnoj. Eble mi trovos ankoraŭ ion sufiĉe malmultekostan, hostelon ktp. Mi celas aĉeti promociajn biletojn ĝis Vieno aŭ Berlino, sed por nun ĉiuj kostas pli ol 1 zloto.

Rano i popołudniu wczoraj pracowałam, wieczorem wróciłam ze współpracowniczką do jej mieszkania, żeby świętować jej urodziny. Było super, zwłaszcza podobało mi się czytanie dziwnego czasopisma i historie związane z jednym z podarunków (własnoręcznie wykonanym kalendarzem). Niestety radosną atmosferę zakłócił problem z przeciekającą rurą w łazience. Sprawa jest poważna, bo sąsiad domaga się pieniędzy.
W takich momentach myślę sobie, że chociaż czasami mam już mojego mieszkania i jego właściciela serdecznie dość, to jednak zostanę tu jak najdłużej. Ostatnio myślałam nawet, czy nie zmienić mieszkania w przyszłym roku, bo naprawdę już nie mogę wytrzymać z tymi mrówkami. Są wszędzie - w kuchni, w łazience i w moim pokoju. Spacerują sobie więc po moim łóżku, szczoteczce do zębów, komputerze i jedzeniu. Pewnie nieświadomie już kilka zeżarłam. Ble! Mój współlokator przywiózł z domu trutkę (jakieś granulki), ale to nie pomogło. Spróbowałam też innej metody, bardziej przyjaznej środowisku (słyszałam, że mrówki nie lubią cytryny, więc zostawiłam w kilku miejscach połówki cytryn), ale to też nie pomogło. Trwa to już drugi rok, od kiedy pojawił się mój współlokator, i mam już dość tej bezskutecznej walki.
Wracając do przyjemniejszego tematu, dzisiaj znowu kupiłam bardzo tanie bilety. Tym razem z Wrocławia do Warszawy w obie strony, żebym mogła z przyjaciółką złapać nasz autobus do Tallina pod koniec lutego. Za bilety tam i z powrotem dla dwóch osób zapłaciłam tylko 6 zł! Zdecydowałam się też kupić bilety na trasie Wrocław-Warszawa-Lublin i z powrotem na marzec. Za te bilety zapłaciłam tylko 12 zł! Nawet jeśli ich nie wykorzystam, to nie będzie mi szkoda, że te pieniądze przepadły. Podsumowując wszustko, w styczniu jadę do Białegostoku, w lutym do Łodzi, na przełomie lutego i marca do Tallina i w marcu do Lublina. Jeszcze warto przemyśleć nocleg w tych miejscach, bo nie jestem pewna, czy w każdym z tych miast dam radę sama błąkać się bez snu przez 2-3 doby. Może jeszcze znajdę coś niedrogiego, hostel itp. Czekam aż uda mi się kupić bilety do Wiednia albo Berlina, ale na razie wszystkie kosztują więcej niż złotówkę.

środa, 14 listopada 2012

Al Ĉeĥio!

Matene mi forveturas al Ĉeĥio por viziti amikinon. Ŝi nun studas tie. Espereble mi revenos sabate, se mi denove ne havos aventuroj kun polaj trajnoj. Fritita fromaĝo kaj kofolao atendas min. Ĝis!

Rano wyjeżdżam do Czech, by odwiedzić koleżankę. Ona tam teraz studiuje. Mam nadzieję, że wrócę w sobotę, jeśli nie będę miała znowu przygód z polskimi pociągami. Smażony ser i kofola czekają na mnie. Na razie!

piątek, 17 sierpnia 2012

Pli da mirindaĵoj

Lasta enskribo estis tiel longa, ke mi forgesis pri kelkaj aferoj. Kaj unu nova okazis, denove entute freneza. Kiam finfine finiĝos 2012?
En tiu ĉi jaro mi unufoje faris multe da nekutimaĵoj por mi. Se temas pri manĝaĵo kaj trinkaĵo - mi trinkis kafon kaj manĝis pikantan ĉinan manĝaĵon. Antaŭe kutime mi ne manĝis florojn kaj mi tion faris en Slovakio:) En tiu ĉi lando mi unuan fojon vidis, ke homoj povas alimaniere ŝmiri buteron kaj fromaĝon sur bulkoj:) Mi unuan fojon ebriiĝis, antaŭe mi preskaŭ neniam drinkis.
Se temas pri aliaj nekutimaĵoj - mi vizitis keglejon, faris preskaŭ nudajn fotojn de miaj amikinoj, komencis lerni ĵongladon, tradukis retpaĝarojn, donacis strangan donacon, trifoje tralegis saman vortaron, miaj fotoj estis en almenaŭ du revuoj kaj mi estas en Vikipedio.
Kaj la plej nova afero, mi ĵus eksciis, ke iu volas min mortigi. Mi jam preskaŭ forgesis pri tiu afero, ĉio okazis antaŭ eble 7-8 jaroj, sed frato diris, ke tiu homo volas nun ĉiuj mortigi, do eble min ankaŭ. Post tiu duonjaro mi pensas, ke tio povas esti bona solvo, almenaŭ finiĝos ĉiuj miaj problemoj:)
Ostatnia notka była taka długa, że zapomniałam o kilku sprawach. I wydarzyło się coś nowego, znowu zupełnie szalonego. Kiedy wreszcie skończy się 2012?
W tym roku pierwszy raz zrobiłam wiele nietypowych dla mnie rzeczy. Jeśli chodzi o jedzenie i picie - piłam kawę i jadłam pikantne chińskie jedzenie. Wcześniej zwykle nie jadłam kwiatków, a na Słowacji to zrobiłam:) W tym kraju też po raz pierwszy widziałam, że można inaczej rozsmarowywać masło i ser na bułkach:) Pierwszy raz się upiłam, wcześniej prawie w ogóle nie piłam.
Jeśli chodzi o inne niezwykłości - odwiedziłam kręgielnie, zrobiłam prawie nagie fotki moim koleżankom, zaczęłam uczyć się żonglerki, tłumaczyłam strony internetowe, wręczyłam dziwny prezent, trzykrotnie przeczytałam ten sam słownik, moje zdjęcia są w co najmniej dwóch gazetach i jestem na Wikipedii.
I najnowsza sprawa, właśnie się dowiedziałam, że ktoś chce mnie zabić. Prawie już zapomniałam o tej sprawie, wszystko działo się jakieś 7-8 lat temu, ale brat powiedział, że ten człowiek chce teraz wszystkich pozabijać, to możliwe, że mnie też. Po tym półroczu myślę, że może to być dobre rozwiązanie, przynajmniej skończą się wszystkie moje problemy:)